Witaj w serwisie nwo!

Serwis nwo powstał z myślą o ludziach poszukujących prawdy o otaczającym nas świecie.

Jeśli podobnie jak my masz już dość ciągłych kłamstw, interesujesz się poruszaną w naszym portalu tematyką, posiadasz informacje którymi chciałbyś się podzielić lub piszesz artykuły tematyczne - zarejestruj się! Rejestracja zajmie ci tylko chwilę dając dostęp do wielu dodatkowych możliwości.

Logowanie
Nie pamiętasz hasła?
Zarejestruj się!
Banki, Banki, Banki - Społeczeństwo i polityka
Oceń temat
10 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Prowadzony program w Radiu bez Cenzury 9 grudnia przez Władysława Czyżewskiego na temat banków.
Banki , największy destruktor świata . Chciwość przesłania ludzkie odruchy , banki to nasz wróg?.

[radiobc.org/Audycje/CPJN.2011-12-09.200212.mp3]

[http://www.radiobc.pl/archiwum/]

Pieniądze przelane na moje konto bankowe, nie są moją własnością. Są własnością Banku!!!

11 / 12 / 2011
Krzysiek255
Konto dezaktywowane
Postów: 29
Dołączył: 27 / 11 / 2011
Aktywność: 02 / 01 / 2012
Re: Banki, Banki, Banki

Jeśli kogoś interesuje temat kryzysu i nwo zapraszam na stronę http://oko-systemu.manifo.com/ Laughing

11 / 12 / 2011
Lysoju
Bywalec
Postów: 67
Dołączył: 10 / 02 / 2011
Aktywność: 5 dni temu
Re: Banki, Banki, Banki

krzysiek255 powinieneś dostać bana na zawsze i po całości, nic nie wnosisz do dyskusji a bawisz się tylko w podbieraka

11 / 12 / 2011
Steve_stifler
Stały bywalec
Postów: 257
Dołączył: 15 / 07 / 2010
Aktywność: 15 godz. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Lysoju- spoko - to pewnie świeżak... just ignor it :)

12 / 12 / 2011
Pal48
Aktywny forumowicz
Postów: 117
Dołączył: 08 / 12 / 2010
Aktywność: 10 dni temu
Re: Banki, Banki, Banki

Łotwa: klienci masowo wycofują gotówkę z banku

Łotewska filia jednego z największych szwedzkich banków Swedbank oświadczyła w poniedziałek, że pracuje nad zapewnieniem swym klientom gotówki po tym, gdy ponad 10 tys. z nich wycofało w ciągu jednego dnia ponad 10 mln łatów (19,2 mln USD) w następstwie plotek o jej kłopotach...

...i właśnie od tego należy zacząć. A my co? Na co czekamy?

Czyżby wygoda i polskie "jakoś to będzie" brało górę?

12 / 12 / 2011
Raanon
Stały bywalec
Postów: 214
Dołączył: 05 / 10 / 2011
Aktywność: 3 godz. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Cebulaki jebane wy to zamiast współpracować to tylko "to moje". JAPIERDOLE czemu urodziłem sie w jebanej cebulandii.

Swoją drogą dzieki za użycie moich materiałów, dobrze, że sie przydało. Dobra robota !

12 / 12 / 2011
Jamal
Postów: 693
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 1 min. temu
Numer GG: 6664210
Re: Banki, Banki, Banki

@Steve

Wyluzuj - etykietowanie nic nie da. Po, co rzucać od "świeżaków", "młodych", czy innych. To się nazywa chyba spam :)

@Raanon

Widzę, że poziom stresu sięga zenitu. Zapraszam do rozmów - Skierniewice lub Warszawa. Ostatnio spotkanko doszło do skutku i dobrze, bo miło jest wiedzieć, że nie ja jeden jestem u granic wytrzymałości :) grunt to butem dostać w ryło, aż się zrobi nam niemiło. Wtedy dopiero się zaczyna działanie.

UNIA SIĘ SYPIE... O!

A wracając do tematu Banków:

Politycy twierdzą, że nie ma obaw o losy unii walutowej, ale banki przygotowują scenariusze na wypadek rozpadu strefy. Większość banków w USA już przeszła na tryb awaryjny i wycofała się z europejskich kredytów - piszą w weekend "NYT" i "Washington Post"

Banki nie chcą już zanadto wierzyć politykom zapewniającym o stabilności strefy euro. Odkąd kryzys zadłużeniowy trapiący unię walutową zagroził w minionym tygodniu Niemcom, inwestorzy zaczęli wątpić w ich zdolność do bycia "główną podporą stabilności" Europy - napisał "New York Times".

W minionym tygodniu Standard & Poor obniżył rating Belgii z AA do AA . Agencje ratingowe ostrzegły też Francję, że może stracić swą najwyższą ocenę i obniżyły noty Portugalii i Węgier do statusu "śmieci".

Europejscy przywódcy nadal twierdzą, że nie ma powodów do tworzenia planów awaryjnych, a niektóre z największych banków świata właśnie to robią - podkreśla "NYT".

Nowojorski dziennik przypomina, że o konieczności przygotowania się na ewentualny rozpad strefy euro mówił w ubiegłym tygodniu szef brytyjskiej agencji nadzorującej usługi finansowe Andrew Bailey, a banki, w tym Merrill Lynch, Barclays Capital i Nomura wydały "kaskady raportów analizujących prawdopodobieństwo rozpadu eurolandu". Scenariusze rozpadu bada też Royal Bank of Scotland. W Azji banki i ich regulatorzy obserwują sytuację z rosnącym niepokojem.

Według Nomury, "kryzys finansowy strefy euro wszedł w znacznie niebezpieczniejszą fazę".

"NYT" zwraca uwagę, że planów awaryjnych nie tworzą banki francuski i włoskie, "z tego prostego powodu, że założyły, iż strefa euro nie może się rozpaść". A jednak giganty - BNP Paribas, Societe Generale, UniCredit i inne - pozbyły się niedawno wartych dziesiątki miliardów euro europejskich papierów dłużnych.

Inwestorzy wyprzedają obligacje niemal wszystkich europejskich krajów ze strachu przez samonakręcającym się cyklem, w którym wysokie koszty pożyczania pieniędzy nadwerężają jeszcze bardziej finanse państw, co grozi stratami bankom, mającym obligacje rządowe i spowalnia gospodarkę i tak już stojącą na skraju recesji - pisze waszyngtoński dziennik.

W najbliższych dniach inwestorzy będą bacznie obserwować aukcje obligacji - w poniedziałek i wtorek włoskich, a hiszpańskich w czwartek. Jeśli nabywcy pokażą się jak zwykle i kupią papiery za racjonalne ceny, rynek może odzyskać zaufanie do strefy euro. Jeżeli jednak oprocentowanie obligacji wzrośnie, kryzys będzie się pogłębiał - konkluduje "WP"

 

I jeszcze to:

Koniec roku przyniósł zwiększone zainteresowanie kredytami w euro, tymczasem banki ograniczają ich dostępność. Analitycy radzą składać jednocześnie wnioski o kredyt w euro oraz w złotych, lecz przestrzegają przed ryzykiem kursowym.

Jak podał Home Broker, kredyty w euro oferuje 13 banków. Jednak PKO BP zapowiedział wycofanie się z kredytowania w euro, mBank i Multibank zaostrzyły wymagania dotyczące wkładu własnego przy dużych kredytach, oczekując wkładu własnego w wysokości 15 proc.

- Wnioski o kredyt w euro leżą w bankach w długich kolejkach i zapewne wiele z nich nie zostanie rozpatrzonych przed końcem roku. Gdyby z jakiegoś powodu bank odmówił finansowania, możemy nie zdążyć złożyć kolejnego wniosku o kredyt przed wejściem w życie tzw. rekomendacji S, która utrudni wzięcie kredytu - powiedział analityk Home Brokera Arkadiusz Rojek.

Dodał, że radzi osobom, które starają się o kredyt w euro, aby asekuracyjnie złożyły też wniosek o finansowanie w złotych. Może się bowiem okazać, że kredytu w euro po prostu nie dostaną.

- Muszą wtedy tylko pamiętać, aby ten drugi wniosek złożyć w innym banku, bo nie można w jednym banku ubiegać się o dwa kredyty - powiedział Rojek.

Od 1 stycznia, zgodnie z rekomendacją S, banki będą musiały liczyć zdolność kredytową przy założeniu, że okres kredytowania jest nie dłuższy niż 25 lat, a rata kredytowa nie będzie mogła stanowić więcej niż 42 proc. dochodu netto. Według szacunków Home Brokera, dla kredytu na 35 lat zmniejszy to zdolność kredytową o 26 proc. dla zarabiających poniżej średniej krajowej (dziś w ich przypadku rata nie może stanowić więcej niż 50 proc. dochodu netto) oraz nawet o 43 proc. w przypadku zarabiających powyżej średniej (obecnie obowiązuje ich ograniczenie wysokości raty do 65 proc. dochodu).

Analitycy przypominają też o ryzyku kursowym. - Kursy walutowe podlegają istotnym wahaniom i nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak będą się kształtowały w przyszłości - powiedział główny analityk Expandera Paweł Majtkowski.

Źródło: http://www.forbes.pl/artykuly/sekcje/wydarzenia/analitycy--coraz-trudniej-o-kredyt-w-euro,22402,1

12 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Euro jest skończone.....tak zadecydowali "UNE". Trzeba ratować usraelskiego $

http://www.rynek.bizzone.pl/Notowania_na_swiecie-Gieldy_swiatowe_On-line

12 / 12 / 2011
Steve_stifler
Stały bywalec
Postów: 257
Dołączył: 15 / 07 / 2010
Aktywność: 15 godz. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Sorry Talbot- po czym wnosisz??? czerwone giełdy ???

13 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Steve_stifler - nie tylko po kolorze giełd.

Szewczak: Polacy zapłacą podwójnie

Wbrew temu, co twierdzi premier Tusk, w sprawie euro można wybrać podwójnie źle: i hańbę, i rachunek do zapłacenia za balowników, a przecież i przed, i po euro też jest życie.

Niektóre kraje po cichu szykują scenariusz awaryjny. Coraz częściej mówi się o tym, że niektóre europejskie kraje przygotowują się do druku własnego pieniądza. Kto ma prasy drukarskie pod parą, ten skorzysta - kto pierwszy, ten lepszy - ostatni stracą na wymianie euro, dla wszystkich nie wystarczy.

Nie można wykluczyć, że Niemcy grają dziś na czas, żeby właśnie przygotować się na czarny scenariusz, ich banknoty będą uprzywilejowane. Grecy, podobnie jak Portugalczycy, masowo wypłacają pieniądze z banków. Grecy tylko w X-XI br. wypłacili ok. 15 mld euro, mają na kontach w bankach zaledwie 150 mld euro, choć za granicą, głównie w USA i Szwajcarii, trzymają ponad 600 mld euro. Polacy odwrotnie: wpłacają do zagranicznych banków w Polsce.

Ceny londyńskich nieruchomości idą w górę. Rozsądni i przewidujący kupują norweską koronę i kanadyjskiego dolara. Niemcy, tak jak Włosi, przestają wierzyć w moc giełdy i wycofują pieniądze zainwestowane w akcje we Frankfurcie czy Mediolanie, a chodzi o setki miliardów euro. Brytyjskie ambasady mają plan awaryjny ewakuacji obywateli Królestwa z Europy na wypadek upadku euro, runu na banki i zamieszek. Analitycy szwajcarskiego banku UBS zalecają w przypadku rozpadu strefy euro kupowanie kamieni szlachetnych, puszek z jedzeniem i broni małego kalibru (Szwajcarzy duży kaliber mają już w domach).

Unia Europejska i strefa euro potrzebują na ratunek dziś blisko 4 bln euro, a mówi się o oszczędnościach rzędu… 200 mld euro. Nowy włoski rząd Montiego dokonał drakońskich cięć na 30 mld euro, ale Włochom w I połowie przyszłego roku potrzeba minimum… 300 mld euro, a ich łączne długi to blisko 2 bln euro!

Na "ostatniej wieczerzy" w Brukseli ustalono prawie wszystko - z wyjątkiem tego, kto ma zapłacić te astronomiczne długi. Pogłębiono integracje bankrutów i zyskano kilka miesięcy. Patent eurostrefy polegający na tym, żeby niemieckie banki pożyczały pieniądze Hiszpanom i Portugalczykom na kupno mercedesów, a francuskie banki Grekom na kupno łodzi podwodnych, a potem żeby kraje Południa zlikwidowały własne deficyty i spłaciły własne długi, właśnie padł nieodwracalnie. Teraz będzie nowa zasada: kto nie płaci, ten nie je. Europejskie rządy kłamią i manipulują wskaźnikami, oszukują własne społeczeństwa. Banki to dziś istne piramidy finansowe, realnie zagrożone bankructwem, upiększające dane, inwestujące w kasyna, wesołe miasteczka, piorące pieniądze mafii i dyktatorów, fałszujące bilanse i ukrywające straty. Tylko w przyszłym roku będą potrzebować co najmniej ok. 500 mld euro.

Eurobożek zaćmił umysły decydentów, złotouści łajdacy nie tylko w Polsce powtarzają idiotyzmy - euro albo śmierć, a przecież i przed euro (2002 r.) i po euro (2012 r.) też było i będzie życie. Zbyt często w Unii i na świecie stosowano rady ekonomicznych guru pokroju Nikodema Dyzmy. Wypuszczano zbyt wiele akcji "banku zbożowego" zabezpieczonego kwitami na węgiel, tyle tylko, że węgla nikt nie ma - jest tylko węglarz z siedmiorgiem dzieci, któremu nie starcza do pierwszego. Mamy dziś nie tyle unię stabilności finansowej, co unię płacenia długów za rozrzutników i bankrutów, a frajerów - jak widać na naszym przykładzie - nie brakuje. W dziele zniszczenia Unii euro okazało się skuteczniejsze od dywizji pancernych. Pomysły na więcej integracji w UE forsowane przez Tuska i Rostowskiego czy Sikorskiego przypominają stary dowcip o alkoholiku, który z chorą wątrobą zgłasza się do lekarza, a ten oświadcza, że to wyłącznie z powodu nadużywania alkoholu. Jaka rada? Więcej się towarzysko integrować i więcej spożywać.

Ostatnia faza umierania i marskości eurolandu właśnie się rozpoczęła. Głupcy wierzą, że stosując dietę cud dla własnych emerytów i konsumentów, uratują pacjenta. Nawet mały unijny Cypr doszedł do wniosku, że lepiej pożyczyć w Moskwie, niż zdać się na euroratunek. Eurooszczędności zabiją nie tylko euro, ale i gospodarkę strefy euro. Europejska recesja uderzy w cały świat i globalną gospodarkę. Amerykanie dobrze czują pismo nosem.

Wyjątkowo mizerna intelektualnie i słaba profesjonalnie obecna rządowa polska ekipa jak w transie powtarza zaklęcia o ratowaniu euro i dopłacaniu do bankrutów. Jakby zapomniała, że już za miesiąc trzeba będzie pożyczyć na przyszły rok rekordowe 176 mld zł, więcej niż w kryzysie 2008-2009, że unia dyscypliny finansowej to dla polskich przedsiębiorców murowana podwyżka CIT z 19 proc. do ok. 23-24 proc. (średnia strefy euro). Dla konsumentów polskich może to oznaczać likwidację obniżonych preferencyjnych stawek VAT na żywność, leki, książki 5 i 8 proc. oraz jednolitą stawkę na poziomie 19-22 proc., czyli totalną drożyznę. Likwidacja rent wdowich, zmiana systemu rent na system kapitałowy, czyli propozycja dla młodych po wypadku - renty w wysokości np. 50 zł. Emeryci dostaną w 2012 r. podwyżki w ramach waloryzacji w wysokości 68 zł, ale dołożą do greckich, włoskich, portugalskich emerytur ładnych kilka tysięcy (7 mld europomocy w ramach składki do MFW dla europejskich bankrutów). Czyżby minister Rostowski uwierzył, że skoro mamy już ponad 50 tys. polskich milionerów i to w dolarach, to nasza hojność nie zna granic? A przecież ryzyko niewypłacalności Polski systematycznie rośnie: CDS-y na pięcioletnie obligacje to już blisko 330 pkt., obligacje 10-letnie kosztują 6,1 proc., złoty stracił zaś 12 proc. w stosunku do słaniającego się na nogach euro. Ponad 6 mld euro wyrzuciliśmy już w błoto (tylko w tym roku) na interwencje walutowe, a worek rezerwy dewizowej rozwiąże się dopiero pod koniec grudnia; 1 mln zarejestrowanych bezrobotnych w kraju to ludzie do 34. roku życia. Deficyt sektora finansów publicznych mamy jak Grecja (ok. 9 proc., jeśli policzyć długi poukrywane przez Ministerstwo Finansów), zadłużenie właśnie przekracza konstytucyjne 60 proc. do PKB liczone według metodyki unijnej.

Długi eurostrefy są nie do spłacenia, trzymajmy się z dala od zadżumionej strefy, tym bardziej, że choroba toczy już nas samych od środka. Problem w tym, że złotoustych łajdaków i pożytecznych idiotów ci u nas dostatek. W świecie ekonomicznych absurdów Polska jest w zdecydowanej czołówce.

Janusz Szewczak
Autor jest głównym ekonomistą SKOK

http://niezalezna.pl

Pisanie o sytuacji finansowej, o kryzysie światowym, bez wspominania o konkretnym fakcie kto tak naprawdę zawiaduje systemem monetarnym, kto w wyraźnej nadreprezentatywności kontroluje te banki - jest, delikatnie mówiąc, chowaniem głowy w piasek.

Przypomnijmy zatem kilka faktów, na przykładzie Stanów Zjednoczonych ze swoim Fedem, czyli prywatną (należącą do prywatnych banków) instytucją uzurpującą sobie prawo emisji pieniądza zwanego dolarem.  Otóż ta prywatna firma o celowo zwodniczej nazwie "Federal Reserve System", nadzorowana jest przez pięciu członków wchodzących w skład Zarządu, czyli "Federal Reserve Board of Governors". Może wymieńmy po kolei nazwiska dzisiejszych członków zarządu. Są to: Benjamin S. Bernanke, Donald L. Kohn, Kevin M. Warsh, Elizabeth A. Duke i Daniel Tarullo. Przed tymi dwiema ostatnimi osobami, funkcję sprawowali: Randall S. Kroszner i Frederic S. Mishkin.

Może przyjrzyjmy się teraz sylwetkom tych osób, które - przypomnijmy - w sposób niemal absolutny zawiadują systemem monetarnym w Stanach Zjednoczonych i dodajmy ich pochodzenie etniczne, a otrzymamy interesujący obrazek:

  • Benjamin S. Bernanke - żydowskie
  • Donald L. Kohn - żydowskie
  • Kevin M. Warsh - żydowskie (najmłodszy w historii dyrektor Fed-u, mianowany w wieku 35 lat)
  • Elizabeth A. Duke - w biografii nie ujawniono - ani na stronach Banku Federalnego, ani w encyklopediach - dlaczego ukrywa się te fakty?
  • Daniel Tarullo- w biografii nie ujawniono - ani na stronach Banku Federalnego, ani w encyklopediach- dlaczego ukrywa się te fakty?

Poprzedni dyrektorzy:

  • Randall S. Kroszner - żydowskie
  • Frederic S. Mishkin - żydowskie

Gdyby jednak dalej penetrować skład osobowy Fed-u, to oprócz pięciu dyrektorów (dzisiaj: trzech jest pochodzenia żydowskiego, do tej pory było ich pięciu, czyli 100%), mamy również dwunastu regionalnych prezydentów. Uwzględnijmy zatem i tych szefów i zobaczmy jak tutaj rozkłada się ta etniczna przynależność. Otóż okazuje się, że i tutaj mamy do czynienia z nieprawdopodobną nadreprezentacją etniczno-religijną pewnej grupy, która jednak oburza się gdy próbuje się wskazywać na jej oczywiste korelacje z systemem finansowym, a tym bardziej się irytuje rzucając oskarżenia o "antysemityzm", gdy wskazuje się na niezaprzeczalny fakt, iż kilkudziesięciokrotnie nadreprezentatywna grupa kontroluje system monetarny. Dla pełnego obrazu wymieńmy zatem nazwiska prezydentów poszczególnych oddziałów i ich etniczno-religijną przynależność:

  • Oddział Boston: Eric S. Rosengren - żydowskie
  • Filadelfia: Charles I. Plosser - żydowskie
  • Richmond: Jeffrey M. Lacker - żydowskie
  • St. Louis: James B. Bullard - żydowskie
  • Kansas City: Thomas M. Hoenig - żydowskie
  • Dallas: Richard W. Fisher - żydowskie
  • San Francisco: Janet L. Yellen - żydowskie
  • Minneapolis: Narayana R. Kocherlakota - w biografii nie ujawniono - ani na stronach Banku Federalnego, ani w encyklopediach (zastąpił Gary H. Sterna - żydowskie)
  • Nowy Jork: William C. Dudley - goj
  • Cleveland: Sandra Pianalto - goj
  • Atlanta: Dennis P.Lockhart - goj
  • Chicago: Charles L. Evans - goj

Tak więc z grupy pięciu członków Zarządu, trzech stanowią Żydzi, czyli 60 procent. Z grupy 12 regionalnych prezydentów, mamy dzisiaj 6 zadeklarowanych Żydów, czyli 50 procent.  W sumie, na 17 najważniejszych stanowiskach zasiada 9 Żydów (dotychczas było ich 12), choć cały czas nie wiemy czy wobec reszty nie chodzi o zakonspirowanych Marranos. Wobec 2% populacji Żydów w USA, zjawisko to oznacza ponad 25-krotną nadreprezentację Żydów w zarządzie głównym i oddziałach Banku Federalnego (dotychczas była to nadreprezetacja ponad 35-krotna). Podobna sytuacja jest Departamencie Skarbu (U.S. Treasury Department), gdzie na 11 najważniejszych stanowiskach, w pięciu zasiadają zadeklarowani Żydzi.
Listę taką możnaby rozwinąć również i na zastępców, poszczególne największe banki (wszak delegujące swoich przedstawicieli właśnie do Fedu), kluczowe pozycje na Wall Street, itd, itp. - wszędzie dojdziemy do podobnej konkluzji.

W sumie, aby rozpocząc prawdziwą reformę systemu finansowego, należy dążyć do odsunięcia od wpływów osób odpowiedzialnych za dotychczasowy stan rzeczy, co w sumie sprowadza się niestety do odsunięcia od jakiejlwiek kontroli na jakimkolwiek szczeblu, tej nadreprezentatywnej większości etnicznej, która od lat (a w Stanach Zjednoczonych o sprawowaniu kontroli nad bankami pisał już na początku XX wieku Henry Ford, Senior), jest odpowiedzialna za obranie i kontynuwanie zgubnego dla Ameryki i całego świata tego kierunku "rozwoju". Równolegle z tą zmianą, należy odrzucić system oparty na lichwie, czyli wynalazku uskutecznionym przez finansowych wybrańców tej grupy etniczno-religijnej. Bez rozwiązania tych kwestii nie ma mowy o normalizacji systemu finansowego i gospodarek światowych.

16 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki
Musimy oddać część rezerw walutowych albo Unia upadnie

Napisany przez Zbigniew Kuźmiuk

1. Tak mniej więcej brzmiała myśl przewodnia wczorajszych wystąpień Premiera Tuska i Ministra Sikorskiego w sejmowej debacie o przyszłości Unii Europejskiej.

Wygląda na to, że obydwaj Panowie są przekonani, że bez euro nie będzie Unii Europejskiej. Wypada im w takim razie przypomnieć, że euro w transakcjach bezgotówkowych obowiązuje dopiero od 1999 roku ,a w gotówkowych od 2002 na początku w 12 krajach, a obecnie w 17 krajach UE. A więc prze wiele lat Wspólnoty Europejskie  funkcjonowały, a kraje do nich należące rozwijały się bez wspólnej waluty.
Rzeczywiście upadek euro przyniósłby negatywne skutki dla europejskiej gospodarki ,spowolnienie rozwoju albo nawet spadek wartości PKB w poszczególnych krajach ale sugerowanie ,że byłby to wręcz Armageddon jest straszeniem zdecydowanie ponad miarę.

Ponadto do tego upadku , zwłaszcza niekontrolowanego, ciągle daleko. Rzeczywiście  kilka państwa (Grecja, Portugalia, Irlandia a teraz także Hiszpania, Włochy i Belgia) ma problemy z finansowaniem swojego długu publicznego.

Grecja, Portugalia i Irlandia już wiele miesięcy temu zeszły z rynku papierów wartościowych i obsługują swój dług dzięki pakietem pomocowym MFW , KE i pożyczkom dwustronnym krajów strefy euro, a także drastycznemu zmniejszeniu swoich deficytów budżetowych.
Włochy i Hiszpania obsługują swój dług publiczny częściowo na rynku ale rentowność ich papierów skarbowych już przekroczyła 7% i rośnie co oznacza, że weszły na drogę "grecką". Potwierdza to także odwrócenie krzywej rentowności ich papierów wartościowych, te opiewające na krótsze okresy (np. 5-letnie) mają wyższą rentowność niż te 10-letnie co oznacza ,że rynki coraz mniej wierzą w to ,że obydwa kraje będą w przyszłości spłacały swoje zadłużenie.

Wspomaga te dwa kraje po cichu EBC, kory od kilku miesięcy skupuje na rynku wtórnym ich obligacje i wydał na to do tej pory przynajmniej 200 mld euro.

Coraz większe kłopoty mają największe banki krajów strefy euro, które kupowały obligacje  krajów PIIGS, wymienia się już kwoty w 100-200 mld euro, którymi winne one być dokapitalizowane.  Ale od paru mają one dostęp do specjalnych linii kredytowych EBC, dzięki czemu mają przynajmniej  zapewnioną płynność  na najbliższe kilka miesięcy.

2. W tej sytuacji dramatyczne wypowiedzi Tuska i Sikorskiego, o konieczności udzielenia pożyczki MFW z rezerw walutowych NBP w wysokości od 6 nawet do 17 mld euro, bo inaczej waluta euro upadnie i to pogrąży cała Unię Europejską jest straszeniem zdecydowanie na wyrost.

Skala problemów finansowych krajów strefy euro jest tak olbrzymia, że uzależnienie ich rozwiązania od zapewnienia MFW kwoty około 200 mld euro na przyszłe pożyczki dla bankrutujących krajów, nawet wspartego przyszłym Europejskim Funduszem Stabilizacyjnym, którego środki mają sięgnąć aż 500 mld euro, jest oczywistą niedorzecznością.

Potrzeby pożyczkowe krajów PIIGS i Belgii tylko na 2012 rok wynoszą aż 1,3 bln euro, a zagrożone długi tych krajów aż 3,7 bln euro więc stwierdzenia, że przy pomocy 200 mld euro nawet przy założeniu użycia dźwigni finansowej, można je rozwiązać, jest naigrawaniem się z inteligencji Polaków.

3. Zainteresowane ratowaniem waluty euro powinny być w szczególności Niemcy, Holandia, Finlandia, Austria, Francja, które dzięki tej walucie poprawiły swoje bilanse handlowe (np. eksport niemiecki do krajów UE po wprowadzeniu tej waluty wzrósł średniorocznie o około 80 mld euro).

Ale ratowanie to nie tylko pompowanie kolejnych setek miliardów  euro do krajów potrzebujących pomocy finansowej ) ale doprowadzenie do likwidacji trwałych nierównowag handlowych (a przynajmniej ich wyraźne  zmniejszenie) pomiędzy poszczególnymi krajami strefy euro, a więc usunięcie przyczyn tego co doprowadziło do góry długów umownie na południu Europy i ogromnych nadwyżek na północy Europy.

Może się to dokonać poprzez wprowadzenie nowego "mocniejszego" euro na północy i "słabszego" na południu albo tylko tego pierwszego i powrotu do walut narodowych w krajach południa.

Bez tego kolejne setki miliardów euro pomocy, a także pożyczanie przez biedniejszych tym bogatszym, którzy najprawdopodobniej w przyszłości nie będą oddawać pożyczonych pieniędzy jest  pchaniem wszystkich i tych korzystających z pomocy i pomagających  do wspólnego bankructwa.

Albo więc otrzeźwiejemy i nie pozwolimy wyprowadzić Tuskowi i Sikorskiemu przysłowiowego "ostatniego bydlęcia z obory" albo będziemy tonąć razem z tymi którym pomagamy bo im skutecznie w tym stanie rzeczy pomóc nie można.

Zbigniew Kuźmiuk

----------------------------------------------------------------

Został tydzień do kolapsu strefy euro?

Być może przewidywania, że kolaps nastąpi zaraz po zakupach świątecznych miały jakieś podstawy, bowiem rzadko mylący się (ostatnio częściej) ZeroHedge ostrzega, że ten horror może się faktycznie wydarzyć już niedługo. Swoje obawy uzasadnia ostrzeżeniem banków australijskich przed nadchodzącymi zagrożeniami. Informacja ukazała się w Australian Finance Review, co zostało to skrótowo skomentowane przez Bloomberg First Word.
Australisjski urząd d.s. regulacji przewiduje w najgorszym scenariuszu:
12% bezrobocie, 30% spadek cen domów oraz 40% spadek nieruchomości komercyjnych.

Banki australijskie mają 87,2 miliardy dolarów w Europie, głównie we Francji, Niemczech i Holandii. Jest to 2,7% ich całkowitych zasobów.
Ostrzeżenia przed upadkiem euro słyszymy już od dawna, i jakoś się nie spełniają. Tym razem jednak ZeroHedge argumentuje, że ostrzeżenie wyszło w samym sektorze bankowym i niekoniecznie musi być kolejną rozgrywką polityczną.
W Financial Review zacytowano cały artykuł z Australian Finance Review "Banks told to prepare for the worst" (Banki zostały ostrzeżone o konieczności przygotowania się na najgorsze). Wynika z niego, że banki australijskie dostały ostrzeżenie, by natychmiast przeprowadzić testy na to jakie negatywne efekty przyniósłby europejski kolaps w Australii. Jednakże przedstawiciele banków twierdzą, że taki krótki termin zrobienia testu sam w sobie jest testem, gdyż bardzo trudne jest szybkie dokonanie takich szacunków. Wcześniej zastępca prezesa australijskiego Banku Rezerw ostrzegł, że nawet nie bezpośredni związek banków australijskich z Europą może mieć znaczne efekty. Wygląda na to, że banki już teraz przygotowują się na trudny rok 2012.

http://monitorpolski.wordpress.com/


16 / 12 / 2011
Zibix
Stały bywalec
Postów: 204
Dołączył: 11 / 01 / 2011
Aktywność: 7 dni temu
Re: Banki, Banki, Banki

No to popatrzcie na to co robi Orban. Najpierw podziękował MFW za miłą współpracę a teraz złożył projekt ustawy, która praktycznie oddaje władzę nad bankiem centralnym narodowi węgierskiemu skutecznie odcinając dotychczasową zależność od żydobanksterów. Czyżby Węgry zmierzały drogą Islandii?

"Misja UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, która była w Budapeszcie na rozmowach przygotowujących udzielenie Węgrom pomocy antykryzysowej, skróciła pobyt, protestując przeciwko planom reformy banku centralnego - potwierdziła w piątek Komisja Europejska."

16 / 12 / 2011
Katerina404
Stały bywalec
Postów: 468
Dołączył: 22 / 09 / 2010
Aktywność: 15 / 03 / 2012
Re: Banki, Banki, Banki

Prawdziwe praktyki bankierów - gangsterów: szantaż i skrytobójstwo

To, że bankierzy nie grają czysto jest wszystkim wiadome. Jednak pikantne szczegóły co do metod ich działania są przemilczane przez kryminalne media, które są pod całkowitą ich kontrolą. Dlatego bardzo ważne jest to co ujawnił Max Keiser w przedwczorajszym programie Alexa Jonesa. Chodzi o aferę z MF Global, o której pisałem w artykule "MF Global - jawny rabunek 1,2 miliarda z kont klientów". Otóż były gubernator stanu New Jersey oraz były prezes Goldman Sachs, Jon Corzine, miał swój niezależny biznes brokerski, spekulując w firmie, której był prezesem - MF Global. Skutkiem tej działalności były procesy cywilne założone przeciwko niemu na łączną sumę 1,5 miliarda dolarów. Doszło do tego, że musiał zawiadomić swojego kredytora JP Morgan, o możliwym bankructwie. Na to prezes JP Morgan Jaimie Dimon skwitował to: "albo wyciągniesz te pieniądze z kont swoich klientów, albo cię zabijemy". Corzine nie miał więc innej możliwości niż ukraść te pieniądze z kont swoich klientów.
Czy max Keiser może kłamać? Alex Jones twierdzi, że to co Keiser mówi zawsze się potwierdza. Dodam od siebie, że to właśnie Keiser przewidywał już kilka miesięcy temu rozpad Unii europejskiej na część biedną i bogatą, czy też południe i północ. Keiser jest znany w świecie finansowym, przez lata pracował na najwyższych stanowiskach na Wall Street, wyprowadził się do Francji po zamachu na WTC. Wg. niektórych źródeł, został uprzedzony o zamachu na WTC i na tydzień przed 9-11 wyprowadził się z biura, które było w jednej z wież. Nie udało mi się jednak potwierdzić tej informacji. Jego obecne zachowanie potwierdza jednak wojnę jaka się toczy pomiędzy bankierami, Keiser wyraźnie dystansuje się od mafii Rotszyldów z londyńskiego City.
W programie Alexa Jonesa zwrócił uwagę na to, że banki londyńskie są jedynymi na świecie, które nie mają żadnego limitu w tworzeniu pieniędzy z powietrza. Nawet w USA banki mogą pożyczyć tylko 140% sumy jaką mają zdeponowaną przez klientów, City of London nie ma takiego limitu.
Zarówno MF Global, jak i AIG, Lehman Brothers czy Madoff, podlegały City of London. Dlatego też niedawno David Cameron tak uparcie broni interesu City of London, jeśli chodzi o jego kontrolę przez Unię Europejską. W mediach przedstawia się to jednak zupełnie inaczej, że Anglia jest właśnie przykładem walki o niezależność od Unii Europejskiej. A chodzi przede wszystkim o kontrolę terroryzmu światowego przez Rotszyldów i brytyjską rodzinę królewską.

Kryzys europejski jest nie do uniknięcia, bowiem kreacja dowolnej ilości pieniędzy zezwoli na wykupienie krajów za dosłownie grosze - taka sytuacja jest w Grecji, zaczyna się w Irlandii, a będzie i z innymi krajami, także z Polską, które mafia Rotszyldów po prostu wykupi za pieniądze stworzone z niczego!
Wracając do metod bankierów - gangsterów - ich metody szantażu, zastraszania i skrytobójstw są dobrze znane w światku mafii finansowej. Doskonałym przykładem jest afera z amerykańskim finansistą Bernardem Madoffem, który odbywa karę więzienia za przekręty na łączną sumę 60 miliardów dolarów. Madoff chciał ujawnić prawdziwych zleceniodawców, lecz szybko go uciszono "samobójstwem" syna - który tydzień po złapaniu Madoffa się powiesił (tzw. syndrom Leppera).
Innym przykładem skrytobójstwa bankierów może być Andrew Maguire handlarz, który 29 marca 2010 r. ujawnił winnych manipulacji cenami kruszców w USA - JP Morgan Chase i HSBC, jako "agentów Rezerwy Federalnej". Już następnego dnia nie żył - miał "wypadek samochodowy".
To międzynarodowi bankierzy powinni się znaleźć w czołówce podejrzanych o zamach smoleński, niestety nikt w Polsce nawet nie próbuje wyjaśnić motywu. A jednym z najpoważniejszych motywów była niezależna polityka finansowa Polski promowana przez ś.p. Lecha Kaczyńskiego i mianowanego przez niego prezesa Narodowego Banku Polskiego, ś.p. Sławomira Skrzypka.
Wywiad z Maxem Keiserem wart jest profesjonalnego tłumaczenia, gdyż tłumaczy doskonale skandal ze sztucznie wywołanym kryzysem i skalę zagrożenia przed jakim stajemy.

Został tydzień do kolapsu strefy euro?

Być może przewidywania, że kolaps nastąpi zaraz po zakupach świątecznych miały jakieś podstawy, bowiem rzadko mylący się (ostatnio częściej) ZeroHedge ostrzega, że ten horror może się faktycznie wydarzyć już niedługo. Swoje obawy uzasadnia ostrzeżeniem banków australijskich przed nadchodzącymi zagrożeniami. Informacja ukazała się w Australian Finance Review, co zostało to skrótowo skomentowane przez Bloomberg First Word.
Australisjski urząd d.s. regulacji przewiduje w najgorszym scenariuszu:
12% bezrobocie, 30% spadek cen domów oraz 40% spadek nieruchomości komercyjnych.
Banki australijskie mają 87,2 miliardy dolarów w Europie, głównie we Francji, Niemczech i Holandii. Jest to 2,7% ich całkowitych zasobów.
Ostrzeżenia przed upadkiem euro słyszymy już od dawna, i jakoś się nie spełniają. Tym razem jednak ZeroHedge argumentuje, że ostrzeżenie wyszło w samym sektorze bankowym i niekoniecznie musi być kolejną rozgrywką polityczną.
W Financial Review zacytowano cały artykuł z Australian Finance Review "Banks told to prepare for the worst" (Banki zostały ostrzeżone o konieczności przygotowania się na najgorsze). Wynika z niego, że banki australijskie dostały ostrzeżenie, by natychmiast przeprowadzić testy na to jakie negatywne efekty przyniósłby europejski kolaps w Australii. Jednakże przedstawiciele banków twierdzą, że taki krótki termin zrobienia testu sam w sobie jest testem, gdyż bardzo trudne jest szybkie dokonanie takich szacunków. Wcześniej zastępca prezesa australijskiego Banku Rezerw ostrzegł, że nawet nie bezpośredni związek banków australijskich z Europą może mieć znaczne efekty. Wygląda na to, że banki już teraz przygotowują się na trudny rok 2012.

http://monitorpolski.wordpress.com/2011/12/16/wydarzenia-i-komentarze-16-grudnia-2011r/#comments

16 / 12 / 2011
Zibix
Stały bywalec
Postów: 204
Dołączył: 11 / 01 / 2011
Aktywność: 7 dni temu
Re: Banki, Banki, Banki

Tomasz Olbratowski znowu nadaje...

http://www.youtube.com/watch?v=RIi47mNy_9c

16 / 12 / 2011
Katerina404
Stały bywalec
Postów: 468
Dołączył: 22 / 09 / 2010
Aktywność: 15 / 03 / 2012
Re: Banki, Banki, Banki

Zibix dobre. Pierwszy raz słyszę o tym facecie, równo nadaje.

17 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Tusk jednak kombinuje, aby w Polsce było Euro

Ministerstwo Finansów w poniedziałek chce przedterminowo wykupić od inwestorów własne bony skarbowe za nawet 16,7 mld zł. Skąd minister Rostowski ma takie pieniądze i jaki w tym widzi interes, pyta "Gazeta Wyborcza".

Resort zapowiedział na najbliższy poniedziałek operację bez precedensu. Nie tylko nie zamierza emitować nowych papierów dłużnych, które posłużyłyby do zalepienia dziury w budżecie, lecz planuje coś wręcz odwrotnego - zorganizuje aukcję, na której zaproponuje inwestorom wcześniejsze odkupienie części bonów skarbowych, które wcześniej im sprzedał.

Apetyty ministerstwa są ogromne. Oferta ma objąć bony skarbowe o astronomicznej wartości 16,7 mld zł!

Rząd może sobie na to pozwolić, bo na rachunku w NBP leży w tej chwili 40 mld zł. I część tych pieniędzy Ministerstwo Finansów może wykorzystać na taką operację, by na koniec roku pochwalić się niższym zadłużeniem i zyskać większą wiarygodność w oczach finansistów z całego świata, wyjaśnia "GW".

Euro to waluta elit

Opublikowano: 17.12.2011 |

Niemal 70 procent Hiszpanów uważa, że przyjęcie euro w ich kraju było błędem - wynika z ostatniego sondażu. Również w Polsce przybywa przeciwników przyjęcia wspólnej waluty. Nie chce jej już ponad 62 procent obywateli. O komentarz w tej sprawie portal Stefczyk.info poprosił Janusza Szewczaka, głównego ekonomistę SKOK.

"Przypomnijmy na początek, że również niemieckie społeczeństwo jest dziś coraz bardziej negatywnie nastawione do euro. Blisko 60 procent Niemców chce powrotu do marki. Ostatnie badania to więc kolejny dowód i potwierdzenie tezy, że euro jest walutą dla elit europejskich, a nie dla narodów. To widać również w Polsce. Odsetek przeciwników przyjęcia euro jest coraz większy.

Wyniki sondaży pokazują, że euro się nie sprawdza. Ono jest walutą drogą dla konsumentów, podatników. Jest zbyt drogie dla krajów na dorobku. Również dla Polski i polskiej gospodarki euro byłoby walutą zabójczą. Znacząco podrożyłoby koszty utrzymania. Namawianie dziś do przyjęcia euro, to namawianie Polaków do samobójstwa konkurencyjnego i gospodarczego. To jakby namawiać do wzrostu kosztów utrzymania i deficytu w handlu zagranicznym. Skutki zbyt wczesnego przyjęcia euro widać dziś w Grecji. Problemy zadłużeniowe są wynikiem nie tylko zbytniej rozrzutności Aten, ale również skutkiem przyjęcia wspólnej waluty.

Słowenia, Słowacja czy Estonia również ponoszą dziś ogromne koszty z powodu przyjęcia euro. Muszą się dokładać do europejskich bankrutów. Na to ich nie stać. Miejmy więc nadzieję, że euro, jako eksperyment polityczny, nie przetrzyma próby czasu. Wydaje się, że podskórnie rządy wielu krajów myślą o powrocie do własnej waluty. To byłaby jedna z metod wyjścia z wielkiego zadłużenia takich krajów, jak Grecja czy Hiszpania. Na drogą walutę stać dziś jedynie najbogatsze kraje Unii.

Warto również zwrócić uwagę na polityczne skutki wprowadzenia euro. Ono stało się narzędziem i metodą ekspansji niemieckiego handlu i gospodarki w Europie. To, co dziś widzimy, to próba ratowania euro, a nie Europejczyków. Sądzę, że kolejne badania będą wskazywać na podobne tendencje i naciski społeczeństwa na powrót do walut narodowych."

Opracowanie: not saż
Źródło: Stefczyk.info

20 / 12 / 2011
Krzysiek255
Konto dezaktywowane
Postów: 29
Dołączył: 27 / 11 / 2011
Aktywność: 02 / 01 / 2012
Re: Banki, Banki, Banki

banki i banki ciekawy i obszerny temat wiele tematów http://oko-systemu.manifo.com/ to wszystko dopiero sie zacznie na dobre tak za 3-5 lat sami bedziemy prosic o nwo tak jak nasi dziadkowie chcieli komuny  kolejny system to nwo jeszcze gorszy niż komuna

20 / 12 / 2011
Rebo3
Konto dezaktywowane
Postów: 21
Dołączył: 20 / 12 / 2011
Aktywność: 30 / 12 / 2011
Email: rebo3
Re: Banki, Banki, Banki

Witam serdecznie...

Jestem nowym,który chce z pełną odpowiedzialnością zasilić Wasze szeregi.Mamy ze sobą wiele wspólnego..łączy na s niechęć do tego co się dzieje na świecie.Mam do Was pytanie,czy Wy próbujecie się w jakiś sposób organizować po za forum?

20 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Witam @Rebo3

Na forum była dyskusja w tym temacie

http://newworldorder.com.pl/post,1780,0

20 / 12 / 2011
Rebo3
Konto dezaktywowane
Postów: 21
Dołączył: 20 / 12 / 2011
Aktywność: 30 / 12 / 2011
Email: rebo3
Re: Banki, Banki, Banki

Sam osobiście dyplomatycznie walczę z finansjerą.Mam też świadomość,że jest to kropla w morzu potrzeb...powiedziałem i założyłem sobie jedno:koniec z bezmyślnymi pożyczkami i kredytami w banku.Chociaż tak naprawdę zmuszała do tego sytuacja.Ale jeżeli uważnie przyjrzycie się temu wszystkiemu,to sami zauważycie,że sytuacja taka,czyli słabe zarobki dla większości społeczeństwa było celowym założeniem,aby gzreczniutko zapieprzać do banku czy sklepu i brać towar na raty.Odkąd pamietam jak tylko stałem się pełnoprawnym obywatelem tego Świata,to żyję na kredytach.Za chwilę będą mi śpiewać"CZTERDZIEŚCI LAT MINĘŁO"...a ja dalej upieprzony po pachy w kredytach.I właśnie dlatego powiedziałem sobie dość.Zawziąłem się...W tym miesiącu spłaciłem 5 kredytów w jednym momencie.I wiecie co się po kilku dniach stało??? Obudziły się finansowe chieny i zaczęli do mnie wydzwaniać i proponować mi kolejne "finansowe kajdanki",ponieważ rzekomo jestem najlepszym ich klientem.Raczej najbardziej jebniętym w cymbał skoro przez tyle lat karmiłem tych cwaniaków.Ale powiedziałem KONIEC.Za każdym razem jak dzwonili,to dziwili się dlaczego nie jestem przychylny ku ich świetnej propozycji pożyczkowej.I w chwili kiedy śliczny kobiecy głos rzucał w me uszka pytanie:ale dlaczego nie chce Pan skorzystać z naszej oferty?Odpowiadałem: proszę Pani,ja chcę być wolnym człowiekiem Cool

20 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Może to Ciebie zainteresuje...

Poniżej zamieszczam dwa teksty ilustrujące pewnego rodzaju nadużycia, pojawiające się z coraz większym nasileniem w III RP. Nie pochwalam niepłacenia długów, kar za jazdę na gapę, rachunków. Są to pewnego rodzaju plagi społeczne. Te teksty pokazują jednak, że obok tamtych plag pojawiły się nowe. Pierwszą z nich jest bandycka, niewyobrażalna lichwa. Drugą z plag jest celowe konstruowanie umów przez dostawców różnych usług w taki sposób, by nawet bez winy po stronie klienta mogły powstawać pewne roszczenia.

LICHWA w Polsce ma się doskonale
Już Tacyt powiedział, że im państwo bardziej chore, tym więcej ma ustaw i przepisów. To stwierdzenie pasuje jak ulał do Polski. Właśnie Kancelaria Prezydenta Komorowskiego ogłosiła triumfalnie, że Prezydent RP podpisał ponad 200 ustaw przez rok urzędowania. Czyste szaleństwo.
Mądrzy prawnicy twierdzą, że prawo jest, trzeba je tylko stosować a nie tworzyć nowe. Mamy ustawę zakazującą lichwy, a przecież mieliśmy już przedtem pojęcie niesłusznego wzbogacania się czy zasady współżycia społecznego. I co ? Ano nic. Możecie sobie obejrzeć świeżą tabelkę sporządzoną przez kancelarię komorniczą, która na podstawie nadanej przez sąd klauzuli wykonalności umowie pożyczki przedstawia stan zadłużenia poznańskiej nauczycielki emerytki, która pożyczyła 3600 zł. Już komornik zainkasował od niej 8.577,72 zł i wyliczył, że ma jeszcze do zapłaty 147.858,81 zł (na koniec czerwca, a dług ciągle rośnie). Mamy tu przykład obrzydliwej lichwy egzekwowanej przez komornika sądowego.

Okazuje się, że podobne przypadki opisane w prasie nie są aż tak wyjątkowe. Nasuwa się nieodparte wrażenie, że albo mamy do czynienia z korupcją, albo sędzia (?) nie umie liczyć procentów. Inaczej trudno wytłumaczyć nadanie klauzuli wykonalności (bez rozprawy, w postępowaniu niejawnym) umowie pożyczki tak jaskrawo niezgodnej z prawem.
Szkodliwość takich orzeczeń jest niewyobrażalna. Wpędzają one w nędzę osoby zwykle biedne, naiwne lub w wyjątkowo trudnej sytuacji życiowej, a więc takie, które w prawidłowo funkcjonujacym cywilizowanym państwie, powinny mieć oparcie w instytucjach publicznych. Jednocześnie niesłusznie wzbogacają one wierzycieli - oszustów i utwierdzają ich w przekonaniu całkowitej bezkarności.

Jakby tego było mało, emerytury nie są chronione przed zajęciami komorniczymi tak jak najniższe wynagrodzenie za pracę (z wyjątkiem alimentów). Nawet z najniższej emerytury komornik może zabrać np. 100 zł. Taka kwota nie zmniejsza długu, ona pokrywa tylko koszty komornika. I tak to może trwać latami.
Ta sprawa jest jednym z licznych aspektów niewydolności naszego wymiaru sprawiedliwości (gdzie tu sprawiedliwość ?). Niestety to tylko część naszego życia publicznego wymagającego gruntownych zmian.
Napisałam w tej sprawie do Ministra Sprawiedliwości. O ewentualnej odpowiedzi poinformuję czytelników.

____________________________________________________________
Gdyby tak Dzierżyński miał e-sąd...
Niedawno opisałem proceder "instytucji finansowych", zwanych też firmami windykacyjnymi, które w świetle hitlerowskiego prawa okradają masowo Polaków wymuszając płacenie przedawnionych, albo fikcyjnych długów. Największe z tych gangsterskich interesów wchodzą już na giełdę. Na razie ich na wierzchu.

Na czym proceder polega? Firma X masowo skupuje przedawnione i nieściągalne długi. Te długi nie dotyczą rzecz jasna żadnych dużych zakupów typu nieruchomość, czy samochód w takich przypadkach ściąganie długu jest błyskawiczne i nabyty przedmiot odbierany. Przedawnione długi to najczęściej zaległe opłaty za kablówkę, telefon, jazdę na gapę bez biletu, ściąganie jakiejś muzyki z internetu itp... i chociaż są to na ogół niewielkie kwoty, to gdy się ich nazbiera więcej, a po latach doliczy lichwiarskie odsetki, koszty sądowe, opłaty manipulacyjne, to kwoty które potencjalne ofiary są winne korporacyjnym bandytom są nieraz ogromne. Niedawno TOK FM podało, że rekordzista zrobił dług wielkości niemal 94 mln. zł. wyłącznie niewielkimi kredytami konsumpcyjnymi. Faktem jest, że gdy firma - bandyta zaczyna swoją ofiarę nękać, to żądają nierzadko kwot, których ci ludzie na oczy nie widzieli. Podkreślam te kwoty to nie są straty okradzionych firm, jeśli już to potencjalne nie zrealizowane zyski, dlatego takie długi sprzedaje się jak to mówią w tej branży na kilogramy za 20-30% wartości.

Jak to działa? Dosyć prosto. Przykład numer 1, ktoś kiedyś pokłócił się z operatorem kablówki. Wiadomo dostawcy kablówek, operatorzy telefoniczni i im podobni zatrudniają ludzi, którzy zawodowo kłamią. Konstruują umowy w taki sposób, że ich odczytanie i zrozumienie jest trudnym zadaniem nawet dla doktora prawa. Ale jak się udaje to łamią i takie umowy. Kto przeżył choć raz np. rozwiązywanie umowy z Aster City w Warszawie dobrze wie o czym mówię. No więc jakaś firma mnie oszukała. Ja wiem co zrobić, ale 90% ludzi nie wie. W pierwszym odruchu złapią za telefon i kiedy się w końcu dodzwonią do konsultanta w tej firmie (tego od kłamania), nawsadzają mu jobów i odmawiają zapłacenia faktury.

Mija miesiąc, dwa, pół roku, rok, nic się nie dzieje. Nabierają przekonania, że temat jest załatwiony. Po pięciu latach dostają z e-sądu nakaz zapłaty tamtej kwoty z jakimiś bajońskimi odsetkami i karami umownymi. To właśnie cudowne dziecko obecnego ministra sprawiedliwości ten wspaniały e-sąd stał się podstawowym narzędziem pracy, dla gangsterów wyłudzających pieniądze. Jak bowiem działa e-sąd? Firma X która kupiła dług, wrzuca do e-sądu pozew o zapłatę, e-sąd nie sprawdza czy dług się nie przedawnił, co jest akurat bardzo proste, bo wystarczy spojrzeć na datę dostarczonej kopii faktury, nie mówiąc już o sprawdzeniu zasadności roszczenia. E-sąd po prostu wydaje nakaz zapłaty, szybko, po cichu i zaocznie. Taki nakaz wysyła się do ofiary. W przypadku otrzymania takiego nakazu zapłaty, ofiara ma niewiele czasu bo tylko dwa tygodnie na pisemne złożenie sprzeciwu wobec nakazu. Sprzeciw najlepiej pisać na specjalnym formularzu, lub wręcz trzeba prosić o pomoc prawnika, która będzie kosztowała co najmniej połowę minimalnej pensji w najjaśniejszej.

Najmniejszy błąd formalny sprawi, że naszego sprzeciwu tak jak by nie było. Większość ludzi nie zna prawa, zaczyna z gangsterami negocjować, nie wiedząc, że z chwilą wysłania pierwszego listu poleconego do takiej firmy windykacyjnej, nawet z jakimś pytaniem np. o przedmiot roszczenia, przedawnienie się kończy i dług staje się wymagalny. Jeszcze inni boją się, próbują złodziei przeczekać, a czasem po prostu mogą mieszkać w innym miejscu niż to gdzie są zameldowani (pracują w mieście, a nakazy zapłaty przychodzą na wieś gdzie są zameldowani a odbiera je starsza babcia, nie rozumie ich treści, boi się o nich komukolwiek powiedzieć i wrzuca je za szafę). To oczywiście nic nie da, bo zbrodniarze z Sejmu zadbali o to, by doręczenie bezskuteczne fizycznie, było szybko doręczeniem skutecznym prawnie.

Dwa nieodebrane powiadomienia traktowane są jako doręczenie przesyłki. To prawdziwe kuriozum. W tym momencie dług się nam odwiesza. Nawet jeśli jest to dług zupełnie wyssany z palca, dodatkowo powiększony kilkakrotnie odsetkami, to gdy dojdzie do sytuacji w której przedawnienie przestaje się liczyć, to ofiara musi udowadniać, że nie jest wielbłądem. Ci którzy korzystają z usług banku i płaca takie faktury z konta są tu w dużo lepszej sytuacji, zwłaszcza jeśli używają bankowości internetowej. Ci którzy płacą na poczcie nie przechowują kwitów latami i są wtedy ugotowani. Biznes się kręci w najlepsze, ludzi się zastrasza, okrada, zbrodnicze państwo pomaga jak potrafi. Ten parszywy E-sąd okazał się po prostu narzędziem do masowego wyłudzania pieniędzy, do tego stopnia, że się zapchał. Odsetki też nie od parady. Czytałem o przypadku faceta, który kończył współpracę z operatorem telekomunikacyjnym, zapłacił ostatnią fakturę, telefon wyłączyli klasa. Nie wiedział, że od zapłaconych z kilkudniowym opóźnieniem faktur operator naliczył mu kilkanaście złotych odsetek. Dług z tych odsetek ulega przedawnieniu po trzech latach, jeśli w tym czasie operator przynajmniej raz o te pieniądze się nie upomniał, a nie upomniał się. Upomniała się za to firma windykacyjna, po 11 latach, o kwotę kilku tysięcy złotych.

To jest właśnie parszywe państwo polskie, państwo zbrodniarzy, faszystów, aferzystów i złodziei. E-sądy, firmy windykacyjne, inwestorzy, inżynieria finansowa i PR ryżego oszusta, żyć nie umierać. Tak jest teraz, ale to będzie do czasu. W końcu rabacja ludowa stanie się faktem także między Bugiem a Odrą. A po rewolucji w wolnej Polsce, będziemy sądzić poststyropianowe szumowiny też przy pomocy e-sądu, ale nasz będzie skazywał na obóz pracy za kołem polarnym.
_____________________
Jak szukać prawdy na prawda2.info - odwiedź systematycznie aktualizowany wybór ważniejszych tekstów.

-----------------------------------------

Banki łupią jak nigdy
(Andrzej Leszyk, Przegląd 50/2011)
Banki w Polsce puchną od pieniędzy. Ten rok jest rewelacyjny, ich zyski są już wyższe niż w całym znakomitym, przedkryzysowym roku 2007. Puchną też portfele zagranicznych udziałowców, bo bardzo zyskowny dla banków był również rok ubiegły, po którym ich właścicielom przestano na konta wysokie dywidendy. I tylko dla klientów naszych banków niewiele się zmieniło. O kredyty coraz trudniej, oprocentowanie depozytów spada, kredytów rośnie, a za minimalne choćby opóźnienie w spłatach rat czy przekroczenie debetu banki boleśnie biją nas po kieszeni.
Lektura skarg na banki, nadsyłanych do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Bankowego Arbitrażu Konsumenckiego czy Komisji Nadzoru Finansowego, sprawia nieprzeparte wrażenie, że cały system korzystania z usług bankowych w Polsce jest skonstruowany tak, by jak najdotkliwiej i jak najbardziej niespodziewanie, z zaskoczenia i możliwie podstępnie wyszarpnąć nam jak najwięcej kasy.

LICZY SIĘ KAŻDY GROSZ

Pan Marek chciał przelać pieniądze kontrahentowi mającemu rachunek w innym banku. Pomylił się w numerze, płatność nie została zrealizowana. Ale z jego własnego konta ubyło 30 zł, które bank mu zabrał jako "opłatę dodatkową za płatność, której nie można było zrealizować, bo nie podano prawidłowo danych banku beneficjenta". I jeszcze 10 zł, które bank wziął sobie za wystanie do niego listu.

Oczywiście wszystko zgodnie z prawem, bo każda z tych sum była wymieniona na dwudziestej którejś pozycji tabeli opłat i prowizji bankowych, której oczywiście nikt nie czyta, a nawet jak przeczyta, to przecież nie zapamięta. Pan Marcin trzy lata temu nie spłacił 300 zł kredytu odnawialnego. Jego wina, powinien. W międzyczasie starał się o kredyt w innym banku, odmówiono mu, bo pierwszy bank zgłosit go do Biura Informacji Kredytowej. Przez te trzy lata nie otrzymywał jednak żadnych monitów, podobno dlatego, że placówkę, w której otrzymat kartę kredytową, w tym czasie zlikwidowano, a jego historia kredytowa nie została przekazana do centrali (oferty reklamowe bank mu jednak przysyłał). Gdy zgłosił się, żeby jak najszybciej uregulować zaległość, okazało się, że musi już zapłacić prawie 600 zł.

Panu Przemkowi jego bank, owszem, przypomniał o kilkunastozłotowym dtu-gu na karcie. Ale za pismo z tym przypomnieniem potrącił 45 zł. Bank, amerykański GE Money, wysoko ceni swą korespondencję, może dlatego, że centralę ma aż za oceanem. Portugalski Millenium jest trochę tańszy, pewnie dlatego, że ma bliżej, więc za pismo z upomnieniem bierze "tylko" 20 zł, tak jak włoski Pekao SA. I jakoś nikt nie zwraca uwagi na to, że ściąganie kasy od klienta za kierowaną do niego korespondencję urzędową to granda niespotykana w żadnej innej dziedzinie dziatalności gospodarczej. Czy dostawca domaga się od kontra-
henta pieniędzy z tytułu zwrotu kosztów listu, w którym przypomina mu o zaległej wptacie za towar? Oczywiście nie. Nikomu, kto pisze list do banku, nie przyjdzie do głowy, by żądać za to pieniędzy. Podobnie banki nie powinny obciążać klientów kosztami korespondencji firmowej.

Banki jednak robią to, bo mogą - trzymają przecież rękę na naszych pieniądzach, a prawo nie zakazuje tych praktyk. Takimi właśnie metodami sektor bankowy w Polsce powiększa swoje dochody - i jest w tym nadzwyczaj skuteczny. W ubiegłym roku nasz produkt krajowy brutto zwiększył sio o 3,8%. Aktywa (zasoby finansowe) banków wzrosty zaś o 11,6%, przyrastając w tempie dwa razy szybszym niż w 2009 r. W ślad za aktywami rosną zyski. W ubiegłym roku banki komercyjne zarobit/ na czysto 10 mld z), zaledwie o 3 mld mniej niż w najlepszym dla nich roku 2007 (12,9 mld zł). Ale po 10 miesiącach 2011 r. ich zyski wyniosły aż 13,3 mld zt, o 40% więcej niż przed rokiem, a do końca roku przekroczą najprawdopodobniej 15 mld zł. Nie ma innej branży, której powodziłoby się tak dobrze (...)

20 / 12 / 2011
Rebo3
Konto dezaktywowane
Postów: 21
Dołączył: 20 / 12 / 2011
Aktywność: 30 / 12 / 2011
Email: rebo3
Re: Banki, Banki, Banki

Doczytam do końca w innym dniu.Zaraz depresji dostanę.Co za złodziejskie pieprzone nasienia.Dlatego uważam,że musimy zaprzestać takiego traktowania nas wszystkich.Mam 12 letnią córkę i mógłbym powiedzieć...pieprzę to,niewiele mnie już zostało,ale nie zrobię tego,bo mam dla kogo naprawiać ten Świat.Słuchajcie tu nie chodzi o pranie mord każdemu po kolei,kto bierze czynny i jakikolwiek inny udział w tym lichwiarstwie...chodzi o to by móc nauczyć ludzi bierności i bezczynności podłóg pieprzonych reklam,świątecznych wariactw i wydawania bez sensu pieniędzy na każde gówno jakie nam po nos podstawią.

20 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Nie przejmuj się długami...olej to.

Lada moment to wszystko pieprznie - będziemy walczyli o przetrwanie. Banksterzy prowadzą świat do totalnego resetu.

20 / 12 / 2011
Anetka
Aktywny forumowicz
Postów: 118
Dołączył: 09 / 07 / 2010
Aktywność: 14 / 04 / 2012
Re: Banki, Banki, Banki

Talbot: nie jojcz. Może nie bedziemy musieli tak strachliwie walczyć o przetrwanie. Tylko jak to pie...prznie, to będziemy mieli szansę zawalczyć o nasz kraj i wygonić resztę szczurów, bo część sama ucieknie.

20 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki

2 grudnia 2011 roku jasnowidz Krzysztof Jackowski zabrał głos w sprawie tego, co obecnie dzieje się w ramach Unii Europejskiej. Kilka miesięcy temu Jackowski zapowiadał rozpad Unii Europejskiej, który miał nastąpić "w listopadzie". Jasnowidz twierdzi, że podrzymuje wcześniej wypowiedziane słowa i uważa, że rozpad Unii Europejskiej jest przesądzony.

Krzysztof Jackowski: Europa się rozpadnie... podtrzymuję wcześniej wypowiadziane słowa!

Jasnowidz Krzysztof Jackowski od dłuższego czasu zapowiada, że w swojej wizji dotyczącej przyszłości widzi rozpad Unii Europejskiej. Trzeba mu przyznać rację w jednym, że ów rozpad zapowiadał nawet wtedy, kiedy Unia Europejska była z znakomitej kondycji, a wszelkie dywagacje o jej rozpadzie były uważane za wyssane z palca bzdury. Tym razem po raz kolejny jasnowidz podtrzymał swoją wizję dotyczącą losów starego kontynentu.

"Mówiłem, że najpierw wyłamią się Brytyjczycy, potem czegoś będą żądali Węgrzy... To się stało i rozpad Unii jest przesądzony"
- twierdzi stanowczo jasnowidz. Kilka miesięcy temu jako przełomowy dla tego procesu jasnowidz wskazywał listopad. Mimo tego, że listopad minął, a Unia nadal jest w całości, jasnowidz podtrzymuje wcześniej wypowiedziane słowa. Tłumaczy, że tego typu wydarzenie jest procesem, zaś w listopadzie doszło do przełomu i było to dokładnie coś, co w jakiś sposób pojawiło się w jego wizji.

Krzysztof Jackowski uważa, że ludzie zawsze obłąkańczo chcą konkretnych "dat, godzin, miejsc", tymczasem tego typu informacje w wizjach pojawiają się bardzo rzadko. Jego zdaniem wizja zawiera jedynie "błysk przyszłości", krótki flesz, który jasnowidz stara się jakoś zinterpretować, choć przeważnie czyni to nieudolnie i często popełnia błędy.

20 / 12 / 2011
Rebo3
Konto dezaktywowane
Postów: 21
Dołączył: 20 / 12 / 2011
Aktywność: 30 / 12 / 2011
Email: rebo3
Re: Banki, Banki, Banki

Kim są architekci finansowego załamania?

źródło: http://www.prisonplanet.pl/


Poniżej zamieszczony artykuł został napisany w 2008 roku i jest wnikliwym zbiorem informacji na temat źródeł obecnego załamania finansowego. Nic co dziś obserwujemy nie jest dziełem przypadku, jest jedynie efektem długofalowej polityki anglo-amerykańskiego establishmentu w ich drodze ku ekonomicznemu podbojowi świata. 


Profesor Michel Chossudovsky. Kim są architekci finansowego załamania?

Najpoważniejszy ekonomiczny kryzys w nowożytnej historii.

Krach finansowy z października 2008 roku nie jest wynikiem cyklicznych, ekonomicznych praw. Jest to świadomy rezultat polityki rządu Stanów Zjednoczonych realizowanej przez Skarb Państwa i Zarząd Rezerwy Federalnej USA. Jest to najpoważniejszy kryzys ekonomiczny w historii  nowożytnego świata. 
"Dofinansowanie" [instytucji finansowych] proponowane przez  Departament Skarbu nie stanowi"rozwiązania"  kryzysu finansowego. W istocie jest czymś zupełnie przeciwnym:  jest przyczyną dalszego załamania. Powoduje bezprecedensową koncentrację  bogactwa co z kolei przyczynia się do rozszerzenia ekonomicznych i społecznych nierówności zarówno wewnątrz narodów jak i miedzy nimi. Poziom zadłużenia dramatycznie się powiększa. Korporacje przemysłowe doprowadzane są do bankructw i przejmowane przez światowe instytucje finansowe.  Kredyt który stanowi podstawę przetrwania produkcji i inwestycji jest obecnie kontrolowany przez kilka finansowych konglomeratów. Przez "dofinansowanie" dług publiczny dramatycznie się powiększył.  Ameryka jest najbardziej zadłużonym krajem na świecie.  Przed  "dofinansowaniem" dług publiczny wynosił około 10 bilionów dolarów. Dług ten denominowany jest w obligacjach skarbowych należących do osób prywatnych, zagranicznych rządów, korporacji i instytucji finansowych.

"Dofinansowanie". Administracja USA finansuje własne zadłużenie.
Jak na ironie, banki Wall Street które są odbiorcami dofinansowania są również pośrednikami i ubezpieczycielami publicznego długu Stanów Zjednoczonych. Mimo, że banki są właścicielem jedynie część długu publicznego, to przeprowadzają transakcje i handlują długiem publicznym na całym świecie.
Banki są odbiorcami 700 miliardów dolarów dofinansowania będąc w tym samym czasie pożyczkodawcami dla rządu Stanów Zjednoczonych. Mamy tu do czynienia z absurdem. Do realizacji dofinansowania Waszyngton musi pożyczyć pieniądze od banków, które potem odbiorą od niego te fundusze jako dofinansowanie. Administracja USA finansuje swoje własne zadłużenie. Stanowe, federalne i samorządowe władze są pod coraz ściślejszą kontrolą globalnych konglomeratów finansowych. Dofinansowanie sprzyja konsolidacji i centralizacji władzy bankowej, osłabiając tym samym realną gospodarkę co prowadzi do łańcucha bankructw i masowego bezrobocia.  

Czy uda się Obamie przełamać ten trend ?
Kryzys finansowy jest rezultatem deregulacji systemu finansowego.Obama stwierdził jednoznacznie, że jest w stanie odpowiedzieć na niepowodzenia administracji Busha i zdemokratyzować amerykański system finansowy. Prezydent - Elekt Barack Obama stwierdził, że jest zdecydowany do przełamania tego trendu: "Pamiętajmy, że jeżeli ten finansowy kryzys uczy nas czegokolwiek to tego, że nie możemy mieć kwitnącego Wall Street podczas gdy Main Street cierpi. W tym kraju wzrastamy, lub upadamy jako jeden naród." Prezydent-elekt Barack Obama, 4 listopad, 2008.


Demokraci zazwyczaj winią administrację Busha za październikowy krach. Obama mówi, że będzie prezentował całkiem odmienny program polityczny, który będzie odpowiadał interesom większości obywateli: "Jutro w końcu będziecie mogli przewrócić następną stronę tego rozdziału w której chciwość i nieodpowiedzialność Wall Street były cenione wyżej nić ciężka praca i ofiary ponoszone przez kobiety i mężczyzn.  Jutro będziecie mogli wybrać politykę która inwestuje w naszą klasę średnią i tworzy nowe miejsca pracy, które przyczyniają się do rozkwitu gospodarki, tak iż wszyscy będą mieli szanse na własny sukces, od dyrektora generalnego do sekretarki i dozorcy, od właściciela fabryki do tych którzy w niej pracują." Barack Obama, kampania wyborcza, 3 listopad, 2008. Czy rzeczywiście Obama  zaangażowany jest w oswajanie Wall Street i rozbrajanie rynków finansowych? Jak na ironię to podczas administracji Clintona została przyjęta polityka "chciwości i nieodpowiedzialności". Ustawa z 1999 o modernizacji usług finansowych (FSMA) przyczyniła się do uchylenia aktu Glass-Steagall z 1933 roku. Był to filar Roosveltowskiego "new deal", który był odpowiedzią na korupcje, finansowe manipulacje i "insider trading", które to skutkowały upadkiem 5000 banków po krachu na Wall street w 1929 roku. Inżynierowie finansowej katastrofy.
Kim są architekci tej klęski? Jak na ironie inżynierowie tej finansowej katastrofy są rozpatrywani przez Baraka Obamę na stanowisko sekretarza skarbu. 
Lawrence Summers grał kluczową rolę w lobbowaniu w kongresie na rzecz uchylenia ustawy Glass -Steagal. Podczas gdy Prezydent Clinton powołał go na Sekretarza skarbu przewodził przyjęciu ustawy o usługach finansowych z listopada 1999 roku. Po zakończeniu kadencji sekretarza skarbu został prezydentem Uniwersytetu Harwarda (2001 - 2006).
Paul Volker był przewodniczącym Zarządu Rezerwy Federalnej w 1980 roku podczas rządów Regana. Odegrał on główną rolę w realizacji pierwszego etapu deregulacji, która doprowadziła do masowych bankructw, fuzji i przejęć prowadząc do kryzysu finansowego w 1987 roku.
Timothy Geithner jest prezesem Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku, który jest jedną  z najbardziej wpływowych prywatnych instytucji finansowych w Ameryce. Był również członkiem administracji Clintona. Pracował również dla Kissinger Associates, zajmował także wysokie stanowisko w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Rezerwa Federalna Banku Nowego Jorku za kulisami kształtuje politykę finansową USA. Geithner działa w imieniu potężnych finansistów którzy stoją  za tą instytucją. Jest również członkiem  Rady Stosunków Zagranicznych (CFR).
Jon Corzine był gubernatorem New Jersey, był również dyrektorem generalnym w Goldman Sachs. W czasie pisania tego tekstu ulubieńcem Obamy był Larry Summers wysuwający się na prowadzenie w wyścigu o posadę sekretarza skarbu. Lawrence Summers profesor ekonomi Uniwersytetu Harwarda służył jako główny ekonomista Banku Światowego w latach (1991-1993). Przyczynił się tam do kształtowania makroekonomicznych reform narzuconym potem wielu zadłużonym, rozwijającym się krajom. Społeczne i ekonomiczne skutki tych reform (programów dostosowania strukturalnego w skrócie SAP) prowadzonych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy były katastrofalne, skutkując masową biedą. 

Pobyt Larrego Summersa w Banku Światowym zbiegł się z upadkiem Związku Radzieckiego i nałożeniem przez MFW i Bank Światowy śmiertelnej 'ekonomicznej terapii' na kraje europy wschodniej, byłych republik radzieckich i na bałkanach. W 1993 roku Summers przeniósł się do departamentu Skarbu Stanów Zjednoczonych. Początkowo piastował tam stanowisko podsekretarza skarbu do spraw międzynarodowych, aby później zostać zastępcą sekretarza skarbu. We współpracy z dawnymi kolegami z MFW i Banku Światowego odegrał kluczową rolę w tworzeniu tzw "terapii szokowej" czyli pakietów reform nałożonych po kryzysie azjatyckim w 1997 na Południową Koreę, Tajlandię i Indonezję. 

Umowa dofinansowania tych trzech krajów była opracowywana przez Summersa w Departamencie Skarbu we współpracy z Bankiem Rezerwy Federalnej Nowego Jorku i instytucjami wywodzącymi się z porozumienia Bretton Woods. Summers blisko współpracował również z wicedyrektorem MFW Stanleyem Fisherem, który potem został mianowany dyrektorem Centralnego Banku Izraela. W 1999 roku Larry Summers został Sekretarzem Skarbu. Jest protegowanym Davida Rockefellera. Był również głównym architektem sławnej ustawy o modernizacji usług finansowych, która zalegalizowała "insider trading", czy wręcz manipulacje finansowe.

"Wpuszczenie lisa do kurnika".
Summers jest obecnie konsultantem w Goldman Sachs i dyrektorem zarządzającym w funduszu hedgingowym D.E. Shaw Group. Jako menadżer funduszu hedgingowego, jego kontakty w Departamencie Skarbu i na Wall Street dostarczają mu wielu cennych informacji odnośnie ruchów na rynkach finansowych.
Umieszczenie menadżera funduszu hedgingowego  (powiązanego z elitą na Wall Street) na stanowisku Sekretarza Skarbu jest równoznaczne z wpuszczeniem lisa do kurnika.
Waszyngtoński  konsensus.
Summers, Geithner, Corzine, Volker, Fischer, Phil Gramm, Bernanke, Hank Paulson, Rubin, nie wspominając Alana Greenspana wszyscy są kolegami. Grają razem w golfa, są powiązani z CFR i grupą Bliderberg. Działają razem w interesie Wall Street, spotykają się za zamkniętymi drzwiami, wszyscy płyną na tej samej fali, należą zarówno do partii demokratycznej jak i republikańskiej. Choć może nie zgadzają się we wszystkich kwestiach są jednak cały czas mocno zaangażowani w  konsensus na linii Wall Street - Waszyngton. Są całkowicie bezwzględni w zarządzaniu ekonomicznymi i finansowymi procesami. Ich działania nastawione są wyłącznie na zysk. Poza "wydajnością rynku" nie przykładają większego znaczenia do "żyjących jednostek". Nie interesuje  ich w jaki sposób ich działania wpływają na życie ludzi. W jak sposób ta śmiertelna gama makroekonomicznych i finansowych reform stacza całe sektory gospodarki ku bankructwu. Rozumowanie leżące u podstaw neoliberalnego, ekonomicznego dyskursu jest często cyniczne i lekceważące. Jednak na tym polu poczynania Summersa znacząco się wyróżniają. Jest on dość dobrze znany w środowisku ekologów za zaproponowanie pomysłu likwidacji toksycznych odpadów poprzez ich eksport do krajów trzeciego świata, ponieważ ludzie żyją tam krócej i koszty pracy są bardzo niskie co zasadniczo oznacza, że wartość rynkowa ludzi w krajach trzeciego świata jest znacznie niższa. Według Summersa sprawia to, że o wiele bardziej "opłacalne" jest eksportowanie toksycznych materiałów do ubogich krajów. 

Kontrowersyjna notatka podpisana przez głównego ekonomistę Banku światowego Larrego Summersa brzmi następująco:
Data; 12 grudnia,1991; Dystrybucja FR; Lawrence H. Summers temat; GEP "Brudny przemysł"

"Tak między nami, czy Bank Światowy nie powinien zachęcać do migracji brudnego przemysłu do krajów mniej rozwiniętych?  Oto moje przemyślenia.
1) Zmierzone koszta zanieczyszczeń wpływających na pogorszenie zdrowia zależą od utraconych zysków z tytułu zwiększonej zachorowalności i umieralności [...] Z tego punktu widzenia dana ilości zanieczyszczeń wpływająca na pogorszenie zdrowia powinna być przetwarzana w kraju o najniższych kosztach, które są krajami o najniższych płacach. Myślę, że logika gospodarcza opowiadająca się za pozbywaniem się toksycznych odpadów w krajach o najniższych płacach jest bez zarzutu i powinniśmy stawić jej czoła.
2) Koszty zanieczyszczeń mogą być nieliniowe, wraz z tym jak początkowe zwiększanie zanieczyszczeń prawdopodobnie będzie obciążone bardzo niskimi kosztami. Zawsze jednak myślałem o tym, że nisko zaludnione kraje w Afryce są zbyt mało zanieczyszczone, ich jakość powietrza jest prawdopodobnie bardzo nieefektywnie niska w porównaniu do Los Angeles i Mexico City. Tylko żałosne fakty, mówiące o tym że tak wiele zanieczyszczeń generowanych przez nie poddający się handlowi przemysł  (transport, wytwarzanie energii) i że jednostkowe koszty transportu odpadów stałych są tak wysokie, zapobiegają poprawie dobrobytu światowego handlu w zakresie zanieczyszczenia powietrza i odpadów.
3) Zapotrzebowanie na czyste środowisko z powodów estetycznych i zdrowotnych może mieć bardzo wysoką elastyczności dochodową. [popyt wzrasta, gdy podnosi się poziom dochodów]. Zaniepokojenie czynnikiem, który powoduje jedną na milion szansę zaistnienia raka prostaty będzie oczywiście znacznie wyższe w kraju, gdzie ludzie przeżyli by dostać raka prostaty niż w kraju, gdzie śmiertelność do 5 roku życia wynosi 200 na tysiąc. ... " 
Więcej na ten temat: LINK

Stanowisko Summersa odnośnie eksportu zanieczyszczeń do rozwijających się krajów miało istotny wpływ na politykę ochrony środowiska w Stanach Zjednoczonych.  
W 1994, Praktycznie każdy kraj zerwał z "ekonomiczną logiką" Summersa, zakazując eksportu trucizn do swoich biedniejszych sąsiadów. Zakazany został wywóz niebezpiecznych odpadów z krajów OECD do krajów nie należących do OECD w ramach konwencji Bazylejskiej. Piec lat później, Stany zjednoczone były jednym z paru krajów które nie ratyfikowały konwencji bazylejskiej i zakazu wywozu niebezpiecznych odpadów z krajów OECD do krajów nienależących do OECD. 

1997 kryzys azjatycki. Próba generalna przed tym co ma nadejść.
W trakcie roku 1997 spekulacje walutowe wykonywane przez duże instytucje finansowe przeciwko Tajlandii, Indonezji i Południowej Korei doprowadziły do upadku krajowych walut i transferu miliardów dolarów z rezerw banków centralnych do prywatnych rąk. Kilku obserwatorów wskazywało na celową manipulacje akcjami i walutami przez banki inwestycyjne i domy maklerskie. Podczas gdy porozumienie dofinansowania ratunkowego było formalnie uzgodnione przez MFW, to główne banki z Wall Street takie jak (Chase, Bank of America, Citigroup i J. P. Morgan) jak również "wielka piątka" banków handlowych (Goldman Sachs, Lehman Brothers, Morgan Stanley i Salomon Smith Barney)"konsultowały" się w sprawie klauzul zawartych w umowie dofinansowania. Departament Skarbu USA razem z Wall Street i instytucjami z Bretton Woods odegrały kluczową rolę w negocjacjach odnośnie planu dofinansowania. Zarówno Larry Summers jak i Timothy Geithner byli aktywnie zaangażowani w imieniu Departamentu Skarbu USA w dofinansowaniu Południowej Korei w 1997 roku. W 1997 roku "Panowie Summers i Geithner pracowali aby przekonać Pana Rubina do wsparcia pomocy finansowej dla Korei Południowej. Rubin był bardzo ostrożny obawiając się, że dostarczenie pieniędzy do kraju w poważnych tarapatach może być propozycją ich utraty......"
To co stało sie w Korei po namowach zastępcy Sekretarza Skarbu Larrego Summersa nie ma nic wspólnego z "pomocą finansową". Kraj był dosłownie splądrowany. Podsekretarz Skarbu David Lipton został wysłany do Seulu na początku grudnia 1997 roku. Tajne negocjacje zostały rozpoczęte. Waszyngton zażądał zwolnienia Koreańskiego ministra skarbu i bezwarunkowej akceptacji dofinansowania Korei przez MFW.
Nowy minister finansów, który był członkiem MFW i Banku Światowego został niezwłocznie wysłany do Waszyngtonu na "konsultacje" ze swoim byłym kolegą z MFW  Stanleyem Fisherem.
"Koreańskie władze spotkały się na nadzwyczajnym posiedzeniu w dniu 23 grudnia. Ostateczna decyzja w sprawie 57 miliardów dofinansowania miała miejsce następnego dnia w Wigilię Bożego Narodzenia 24 grudnia, po godzinach pracy w Nowym Jorku. Najważniejsza finansjera Wall Street z Chase Manhattan, Bank America, Citicorp i J. P. Morgan została wezwana na spotkanie w Banku Rezerwy Federalnej Nowego Jorku. Byli tam również przedstawiciele wielkiej piątki banków handlowych włączając  Goldman Sachs, Lehman Brothers, Morgan Stanley i Salomon Smith Barney. O północy w Wigilie Bożego Narodzenia po otrzymaniu zielonego światła od Banków plan dofinansowania przez MFW został zatwierdzony aby jak najszybciej wysłać 10 miliardów dolarów do Seulu tak aby zapobiec lawinie długów krótkoterminowych. 
Pieniądze Koreańskiego Banku Centralnego zostały zrabowane. Te same instytucje które wcześniej spekulowały przeciw koreańskiej walucie organizowały teraz dofinansowanie dla Korei. Było to oszustwo. 
"Mocna, ekonomiczna terapia" to recepta konsensusu Waszyngtońskiego. "Krótkotrwały ból dla długotrwałego wzmocnienia" było mottem w Banku Światowym gdy jego głównym ekonomistą był Larry Summers.  To z czym mamy do czynienia to sieć powiązań dobrych kumpli; urzędników, doradców w Departamencie Skarbu, Rezerwie Federalnej, MFW, Waszyngtonie, którzy są w stałym kontakcie z głównymi instytucjami finansowymi z Wall Steet. 
Ktokolwiek jest wybierany przez zespól Obamy należy do Waszyngtońskiego konsensusu.

Ustawa o modernizacji usług finansowych z 1999.
To co stało się w październiku 1999 roku ma kluczowe znaczenie. W wyniku długich negocjacji za zamkniętymi drzwiami w salach konferencyjnych Wall Street, w których Larry Summers grał kluczową rolę, ograniczenia którym podlegały dotąd potężne konglomeraty banków zostały zniesione.Larry Summers pracował blisko Senatora Phila Gramma (1985-2002) przewodniczącego Senackiej komisji Bankowej, który był architektem ustawy o modernizacji usług finansowych, aktu Gramm -Leach-Bliley. Podpisanego 12 listopada 1999 roku. (cały teks kliknij US Congress: Pub.L. 106 -102). Teksański senator, Phil Gramm był również blisko związany z Enronem. W Grudniu 2000 roku pod koniec kadencji Clintona, Gramm wprowadził ustawę Gramm-Lugar mówiącą o modernizacji kontraktów na towary, która utorowała drogę do spekulacyjnego szturmowania  głównych surowców takich jak ropa, metale, produkty żywnościowe itp
"Ustawa która stworzył miała zapewnić, że Commodity Futures Trading Commission (CFTC) nie będzie w stanie regulować nowych finansowych produktów o nazwie Swap - tym samym "zabezpieczy finansowe instytucje przed regulacjami" i sprawi, że "nasze usługi finansowe będą przodować w nowym stuleciu." (zobacz David Corn, Foreclosure Phil, Mother Jones, July  2008).
 
Phil Gramm był pierwszym wyborem McCaina na Sekretarza Skarbu.

Zgodnie z nowymi zasadami FSMA ratyfikowanymi przez senat w październiku 1999 roku i zatwierdzonymi przez Clintona - banki komercyjne, domy maklerskie, fundusze inwestycyjne, inwestorzy instytucjonalni, fundusze emerytalne i firmy ubezpieczeniowe mogły swobodnie inwestować w siebie nawzajem i w każdą inną firmę tak jak i integrować swoje operacje finansowe."Globalny Finansowy supermarket" został stworzony dając podstawę pod koncentrację władzy finansowej. Jedną z kluczowych postaci stojącą za tym projektem był Sekretarz Skarbu Larry Summers działający w porozumieniu z Davidem Rockefellerem.  Summers określił  FSMA jako "prawną podstawę systemu finansowego w dwudziestym pierwszym  wieku"  Ten legislacyjny akt jest jedną z głównych przyczyn krachu w 2008 roku.

Finansowe rozbrojenie.
Żadne rozwiązywanie kryzysu nie ma sensu dopóki nie stworzy się konkretnych reform w samym systemie finansowym, co między innymi oznacza zamrożenie spekulacyjnego handlu i  "rozbrojenie rynków finansowych". Projekt rozbrojenia po raz pierwszy zaproponowany został przez Johna Maynard Keynesa w 1940 roku jako środek do ustanowienia wielobiegunowego, międzynarodowego systemu monetarnego. (Patrz; JM Keynes, Activities 1940 - 1944 Shaping the Post-War World: The Clearing Union, The Collected Writings of John Maynard Keynes, Royal Economic Society, Macmillan and Cambridge University Press, Vol. XXV, London 1980, p. 57). 

Main Street kontra Wall Street.
W  zespole obsadzonym przez Obamę nie ma ludzi pracy, lub liderów określonych społeczności którzy odgrywali by jakąś kluczowa rolę. Prezydent elekt na najbardziej znaczące stanowiska wybrał ludzi odpowiedzialnych za deregulacje finansową. Znaczące reformy finansowe nie mogą być przyjęte przez urzędników mianowanych przez Wall Street i działających w jej imieniu. Ci którzy w 1999 roku postawili cały system finansowy w ogniu zostali powołani do jego ugaszenia. Propozycja "rozwiązania" kryzysu "dofinansowaniem" jest przyczyną dalszego załamania gospodarczego. Na horyzoncie nie ma innych rozwiązań politycznych. To bankowe konglomeraty decydują o składzie gabinetu Obamy.  Decydują również o porządku obrad na finansowym szczycie w Waszyngtonie (15 listopad,2008) który ma być podstawą do stworzenia nowej "globalnej architektury finansowej".Projekt Wall Street został już przedyskutowany za zamkniętymi drzwiami"; częścią ukrytego programu jest ustanowienie jednobiegunowego międzynarodowego systemu walutowego zdominowanego przez główne amerykańskie siły finansowe, które mogły by być chronione dzięki przewadze militarnej USA.

Neoliberalizm z "ludzką twarzą".
Nic nie wskazuje na to, że Obama przerwie więzy ze swoimi sponsorami z Wall Street, którzy w ogromnym stopniu finansowali  jego kampanie wyborczą. Goldman Sachs, J. P. Morgan Chase, Citigroup, Microsoft Billa Gatesa są jednymi z głównych sponsorów jego kampanii. Warren Buffet jako jeden z najbogatszych ludzi na świecie nie tylko wspiera kampanie Obamy, ale jest również członkiem jego zespołu, który odgrywa kluczową rolę w decydowaniu o tym kto wejdzie w skład gabinetu Obamy.
Do momentu w którym nie pojawi sie alternatywa polityczna, która wstrząśnie systemem politycznym i finansowym nie ma co liczyć na jakiekolwiek zmiany pod rządami Obamy w zwiększaniu zatrudnienia i łagodzeniu ubóstwa. To czego jesteśmy świadkami to nieustająca ciągłość władzy tych samym ludzi.
Obama zapewnia "ludzką twarz"  status quo. Ta ludzka twarz służy wprowadzaniu Amerykanów w błąd w związku z prawdziwą naturą politycznego i ekonomicznego procesu. Neoliberalne reformy wciąż są takie same. Treść tych reform włączając w to "dofinansowanie" największych finansowych instytucji Stanów Zjednoczonych ostatecznie niszczy realną gospodarkę prowadząc do bankructwa całych sektorów produkcji i usług.
  
Tłumaczenie: Adam Cornell, http://agnihotra.wordpress.com/

źródło: http://www.prisonplanet.pl/polityka/kim_sa_architekci,p1897894690

Link do oryginalnego artykułu: LINK
21 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki

Szara strefa - nasza jedyna szansa na przetrwanie

Żyjemy w kraju, w którym - jak za okupacji - jeżeli człowiek chce przeżyć, musi "kombinować". Podziemie gospodarcze istniało u nas tak długo, jak byliśmy okupowani, czyli ponad 200 lat. Dzięki niemu zresztą przeżyliśmy te lata, potem wojnę, a potem okupację sowiecką. I o ile do podziemia zbrojnego należało wówczas 3% społeczeństwa, o tyle do gospodarczego wszyscy bez wyjątku. W tej chwili sytuacja zaczyna wyglądać podobnie.

Jak powiada encyklopedia - szara strefa to finansowy obszar zdrowej gospodarki państwa, którego dochody osiągane z produkcji niezakazanej przez prawo, są ukrywane w całości lub w części przed organami administracji państwowej, podatkowej, celnej itp.

szara_strefa.jpgWysokie podatki w gospodarce oficjalnej, spadek realnych dochodów obywateli, bezrobocie - oto obecne przyczyny powstawania "szarej strefy". Jednak to, że kryzys obchodzi się z nami póki co tak łagodnie to konsekwencja istnienia owej szarej strefy, nie wspominając o transferach dewizowych od Polaków pracujących za granicą.

Polacy są europejskimi rekordzistami jeśli chodzi o udział szarej strefy w krajowym PKB. Średnia dla całej Unii Europejskiej to tylko 15 procent, natomiast aż jedna czwarta naszego PKB to dochody z szarej strefy. Zaś według poniektórych ekonomistów to nawet 1/3 naszej gospodarki, bo w miarę pogłębiania się kryzysu szary człowiek coraz bardziej jest zdany na własną przedsiębiorczość.
Dzięki niej jednak łatwiej znosimy kryzys. Dzięki niej w ogóle znosimy kryzys.
W dobie kryzysu szara strefa stanowi naturalny bufor ograniczający ubóstwo i realne bezrobocie. Polacy zwalniani z pracy w ramach cięcia kosztów nie trafiają na bruk, tylko do szarej strefy. Ich poziom życia co prawda się obniża, ale nie dochodzi do dramatów.

W 2000 r. szara strefa odpowiadała zaledwie za 17% gospodarki, w 2001 r. - 16,8%, w 2002 r. - 15,4%, w 2003 r. - 15,8%, w 2004 r. - 14,5%, w 2005 r. i 2006 r. - 15,9%, a w 2007 r. wyniosła 14,7%.

W Polsce praca "na czarno" to często jedyny sposób pracodawcy na obniżenie kosztów zatrudnienia, a dla pracownika - lepiej płatna lub jedyna możliwa do znalezienia praca. Zatrudniający nie musi wtedy uiszczać świadczeń i podatków, składek na ubezpieczenia społeczne, ceł, opłat koncesyjnych i ekologicznych -całego tego haraczu ściąganego bez miłosierdzia przez rozbójnicze państwo.

Ma to zazwyczaj miejsce w branżach, w których ryzyko skutecznej kontroli jest minimalne - w rolnictwie, czy budownictwie.
Część przedsiębiorców także wcale się nie rejestruje i nie ujawnia swojej działalności. Usługi budowlano-remontowe świadczone w prywatnych domach, sprzedaż obwoźna, handel na bazarach, giełdach samochodowych, zatrudnianie cudzoziemców nie posiadających pozwolenia na pracę, korepetycje i prywatne nauczanie - to najczęstsze przykłady pracy w szarej strefie.
A tam, gdzie już firmy nie da się ukryć, ukrywane są przychody, lub też zaniża się wysokość faktycznego wynagrodzenia, co automatycznie obniża świadczenia.

Absurdy łupienia ludności i próby obrony delikwenta przed złupieniem obrazuje znakomicie podejście do nowej ustawy fiskalnej dla dorabiających emerytów. Wiadomo, że emerytura w naszym kraju to kwota wystarczająca na zapłacenie czynszu, rachunków i niewiele ponad to. Resztę emeryt musi dorobić. Ale obowiązujące limity dorabiania dla ponad 1,4 mln emerytów, którzy nie osiągnęli wieku emerytalnego po prostu wpędzają ich w szarą strefę. Nie mogą oficjalnie przekroczyć pewnego pułapu dochodu, bo to powoduje, że ZUS zmniejszy lub nawet zawiesi wypłatę ich emerytury - toteż część wynagrodzenia muszą otrzymywać na czarno.

Wielu z nich zresztą na chwilę przed przejściem na emeryturę otwiera działalność gospodarczą tylko po to, aby robić dokładnie to samo dla swojego byłego pracodawcy. Dzięki temu jednak omijają nową ustawę.
Pozostali młodsi dorabiający emeryci, tzn. ci, którzy nie prowadzą biznesu, ale zarabiają na etacie, też nie mogą dorabiać, ile chcą. ZUS zmniejsza lub zawiesza ich świadczenie, jeśli osiągną dodatkowy przychód przekraczający 70 proc. średniej płacy. Jeśli dorobią ponad 130 proc. tej wartości, ZUS w ogóle zawiesi wypłatę. Natomiast jeśli osoby, które mają prawo do emerytury pomostowej i wykonują pracę w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze dorabiają, to ZUS zawiesza im wypłatę świadczenia bez względu na wysokość zarobku.

Polska szara strefa to 28,1 %. PKB, czyli 350 mld zł! To dużo w porównaniu z północną i zachodnią Europą (10-15 proc.), więcej nawet niż w południowej części kontynentu (20-25%). W krajach Unii gorzej jest tylko w Bułgarii, Rumunii, Słowenii i republikach bałtyckich. Tak więc w Polsce i byłych demoludach mamy wręcz do czynienia z równoległą, podziemną gospodarką.

W ostatnich dwóch latach szara strefa rosła wszędzie, nawet w Niemczech, Szwecji czy Szwajcarii. To wynik globalnego kryzysu. Ludzie zwalniani z firm decydowali się bowiem na pracę na czarno, a ci, którym obcięto pensje, dorabiali na boku. W Polsce szara strefa zwiększała się wprawdzie wolniej niż w innych krajach Europy, ale wysoki jej udział w gospodarce przyczynił się do podtrzymania koniunktury. Jak to możliwe?

Z analiz Friedricha Schneidera wynika, że ponad dwie trzecie pieniędzy zarabianych na lewo trafia do legalnej gospodarki, a to ją pobudza i łagodzi recesję. "Przecież nikt nie zarabia w szarej strefie po to, by trzymać pieniądze na koncie, ale po to, by kupić telewizor czy samochód" - tłumaczy w jednym z opracowań prof. Schneider. To niejedyny pozytyw płynący z podziemnej gospodarki. Austriacki profesor wyliczył, że na świecie lewe przychody podnoszą standard życia co trzeciemu pracownikowi. Jego zdaniem ludzie z szarej strefy są bardziej pracowici, przez co bardziej zajęci, dzięki czemu nie sieją fermentu społecznego, nie uczestniczą w demonstracjach, bo nie mają na to czasu.

Na szczęście dla nas - min.Rostowskiego w sprawie szarej strefy najbardziej interesuje kreatywna księgowość. W związku z tym Główny Urząd Statystyczny właśnie ogłosił, że zacznie oficjalnie uwzględniać całą szarą strefę w naszym produkcie krajowym brutto (PKB). Taki ruch - według niego - ma poprawić makroekonomiczne wskaźniki Polski, m.in. relację długu publicznego do PKB, co jest ważne dla wejścia do strefy euro. Możemy mieć tylko nadzieję, że zanim do tego dojdzie, UE zbankrutuje.

W rankingu Banku Światowego Paying Taxes 2010 Polska w porównaniu z rokiem 2009 spadła ze z 142 miejsca na 151. Wśród 182 badanych krajów, Polska ulokowała się pomiędzy Brazylią a Wybrzeżem Kości Słoniowej. Według tego rankingu szara strefa sięgnęła w Polsce 30 proc. PKB.

Jeszcze gorszy wynik zajęła Polska w kategorii łatwości płacenia podatków mierzonej według ilości godzin, które pracownicy podatnika są zmuszeni poświęcić rocznie, aby spełnić wszystkie rygory biurokracji. Zajmuje to Polakowi 395 godzin. Nic dziwnego, że Polska zajęła 155 miejsce, pomiędzy Gruzją i Jamajką.

Ze względu na ilość i uciążliwość przeszkód biurokratycznych w prowadzeniu działalności gospodarczej podatnicy postrzegają państwo i jego organy jako zamierzających ich obedrzeć ze skóry rzezimieszków. I nie bez racji.
W 1995 roku Centrum Adama Smitha w Warszawie przeprowadziło badania nad rozmiarem konfiskaty dochodu statystycznej rodziny pracowników najemnych, zatrudnionych poza rolnictwem. Po zsumowaniu wszystkich podatków, opłat i składek, jakie rodzina ta pod przymusem wpłaca na rzecz władzy publicznej okazało się, że państwo konfiskuje jej aż 83 procent rocznego dochodu! Mroczne śreniowiecze z jego dziesięciną jawi się w świetle uprawianego przez nasze państwo zbójnickiego procederu jako czasy sielanki.

Według raportu Banku Światowego z 2010 roku ponad jedna trzecia światowego PKB jest nieopodatkowana a udział szarej strefy w gospodarce światowej powiększa się z roku na rok. Wśród 162 państw uwzględnionych w raporcie Polska plasuje się na 52-im miejscu z 28,1% udziałem szarej strefy w PKB.
Pierwsze miejsce w raporcie zajęła Gruzja, gdzie nieopodatkowana część PKB wyniosła aż 72,2%. Najmniejszą szarą strefę ma Szwajcaria - 8,4%, a tuż za nią plasują się Stany Zjednoczone - 9%.
Globalna szara strefa, według ocen analityków Nomura miała wartość około 2,5 bln USD w 2007 roku:
Z tych 2,5 bln USD około 460 mld USD przypadało na USA, 170 mld USD na Chiny a 120 mld USD na Meksyk i Hiszpanię.
W Polsce w przeliczeniu owych 28,1% na tegoroczny PKB oznaczałoby to ponad 390 mld złotych poza oficjalnym obiegiem.

Nieuproszczenie przepisów podatkowych i równoczesne podwyższanie stawek VAT może spowodować jeszcze większą ekspansję szarej strefy. Nieoficjalnie szacuje się, że pracuje w niej co dziesiąty Polak, zaś jeszcze więcej osób czerpie częściowe korzyści z pracy nielegalnej, bo oprócz tej opodatkowanej wykonują nieopodatkowaną.

Do pracy "na czarno" bardziej niż wysokie daniny popycha ludzi gąszcz przepisów i koszt wygenerowania oficjalnego miejsca pracy.Większość miejsc pracy w szarej strefie nie zaistniałoby nigdy w obiegu oficjalnym, po prostu dlatego, że byłyby za drogie.
A przecież pieniądze, które są zarabiane w szarej strefie - wracają do obrotu oficjalnego. Przychody, które są generowane w szarej strefie, wracają do oficjalnego obiegu i w związku z tym są one opodatkowane podatkiem VAT.

Gdzie szara strefa rozwija się najprężniej? Problem dotyczy głównie branży budowlanej, rolnictwa i ogrodnictwa, handlu, gastronomii oraz hotelarstwa. Nierejestrowana praca przeważa na rynku korepetycji oraz opieki na dziećmi i osobami starszymi.

Mniej byłoby szarej strefy gdyby byly logiczne ustawy.Choćby w agroturystyce. Małe pensjonaty i kwatery prywatne traktuje się jak duże pensjonaty i hotele. Trudno nazwać domy 4-pokojowe pensjonatami,ale dla urzędu skarbowego nie ma nic trudnego. Jeżeli ktoś chce sobie dorobić do budżetu domowego w czasie wakacji - dostaje do zapłacenia 17% podatek.Taki sam płaci Sheraton. A przecież często jest to jedyny zarobek właścicieli tych domów.

Zresztą rząd dziarsko planuje dalsze sięganie do kieszeni przedsiębiorcy.
Zaplanowana jest podwyżka składek ZUS dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Zapłacą w tym roku o około 600 zł. więcej. Nowi przedsiębiorcy będą mieli ulgę w tym zakresie przez bodaj 24 miesiące ale też zapłacą o około 200 złotych

Poza tym minister Rostowski zapowiada, że gdyby jednak okazało się, że wbrew jego wyliczeniom w tym roku dług publiczny w relacji do PKB przekroczy konstytucyjny próg 55%, to czeka nas likwidacja 50% i 20% kosztów uzyskania przychodów, ulgi internetowej, i tzw. ulgi na dzieci, a także zmniejszenie aż o 70% dotacji z budżetu państwa do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a oprócz podwyżki stawek podatku VAT czeka nas także obniżka zasiłku pogrzebowego

Wniosek jest jeden - trzeba zdać sobie sprawę, że wbrew pozorom, jesteśmy znowu pod okupacją kondominium rosyjsko-niemieckiego reprezentowanego przez polskojęzycznych sprzedawczyków.* I tak jak radzi Marek Kajdas [link] - trzeba dać temu odpór. Zacznijmy w każdej, możliwej dziedzinie przechodzić na swoje, żeby nie wspomagać wroga, a i samemu ujść z życiem. Pisze on w ww.notce: "Namawiam do podziemnego rolnictwa i domowego przetwórstwa żywności z jej dystrybucją pozasystemową wprost do ludzi, znajomych, po sąsiedzku, przez internet, ewentualnie nielegalne targowiska, czy też legalne ale bez doliczania VAT, marż złodziejskich."
Przejdźmy na Polskę podziemną gospodarczą, bo tylko tak my się wyżywimy i przetrwamy. Bo rząd - wiadomo - i tak się wyżywi i bez nas.

Za: sigma-blog
Wiecej: http://www.eioba.pl/a/31vo/szara-strefa-nasza-jedyna-szansa-na-przetrwanie#ixzz1hBKthx8p
22 / 12 / 2011
Siedem
Konto dezaktywowane
Postów: 258
Dołączył: 28 / 10 / 2011
Aktywność: 9 dni temu
Re: Banki, Banki, Banki

Co do Jackowskiego to ja bym był ostrożny. Ten człowiek jest dziwny, jak przeanalizujecie jego wypowiedzi oraz momenty w których je wypowiada to zaczniecie też się zastanawiać.

On zawsze opowiada "jakieś coś tam" a przecież człowiek o jego zdolnościach powinien być:
1. pewnym swoich informacji;
2. pewnym szczegółów;
3. dociekliwy w zgłębianiu tematu.

A co dostajemy? Raz na kiedyś przebąkiwania o tym, że będzie gorzej.

Nie mówię, że on ściemnia ale o to, że dawkuje informacje. Coś jak wikileaks: coś wiemy, coś powiemy ale większość zachowamy dla siebie. Takie osoby traktuję bardziej podejrzliwie niż redaktorów mainstreamu, którzy z oczywistych powodów grają czarne charaktery, więc nie trzeba mieć się na baczności (bo to jest oczywiste).

22 / 12 / 2011
Phanta
Początkujący
Postów: 39
Dołączył: 20 / 07 / 2010
Aktywność: 10 / 04 / 2012
Re: Banki, Banki, Banki

Odnośnie Jackowskiego, w sumie zauważcie, że facet nie mówi nic, czego ludzie już by się nie spodziewali. Nie zaskakuje niczym, czego ktoś z grubsza interesujący się światem gdzieś już nie przeczytał, nie usłyszał itd, także te jego globalne wizje wydają mi się mocno naciągane, pod publiczkę. Kiedyś z ciekawości spędziłam kilka godzin czytając na przeróżnych portalach opinie prywatnych osób, jego klientów na temat "pracy" jaką wykonuje, i totalna większość, powiedzmy sobie lekko, czuje się oszukana, facet mówi im rzeczy, które zupełnie się nie sprawdziły, albo nigdy nie miały miejsca w ich życiu w przeszłości, albo zdawkowe informacje, które mogą dotyczyć każdego i nie trzeba firmować się jasnowidzem, żeby to wiedzieć, opowiadał też coś, że w razie ponownych dokładniejszych wizji będzie dzwonił, ludzie płacą, czekają, w końcu sami dzwonią a on ani myśli odebrać. W sumie wydaje mi się, że jeżeli to jest (jeśli rzeczywiście w ogóle jest) jakieś niejasne zdawkowe przeczucie, facet nie powinien za to kasy brać, ale z tego co wiadomo, to jest jego jedyny wykonywany "zawód" więc nic dziwnego, i tak samo jak w przypadku każdej usługi na rynku zdarzają się buble. ;)

30 / 12 / 2011
Talbot
Postów: 2582
Dołączył: Dawno temu
Aktywność: 36 min. temu
Re: Banki, Banki, Banki

100 tysięcy Polaków na bruk

Wziąłeś 2-3 lata temu 300 tys. zł kredytu na mieszkanie w szwajcarskich frankach? Dziś musisz oddać 480 tys. A jeśli stracisz pracę i przestaniesz płacić, przyjdzie komornik i wyrzuci cię z mieszkania na bruk. Tak jest w tej chwili w Hiszpanii.

Jesteśmy o krok od krachu na rynku nieruchomości. Grozi nam, że pójdziemy w ślady Hiszpanii, gdzie dochodzi do masowych egzekucji komorniczych, eksmisji i wyrzucania na bruk za niespłacane kredyty. Wielu Polaków w okresie boomu zaciągnęło kredyty na sto procent wartości nieruchomości. Dzisiaj wartość tych kredytów znacząco przekracza rynkową cenę kupionych mieszkań.

W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się ci, którzy za namową doradców finansowych kupili za franki szwajcarskie mieszkania w latach 2008-2009. Ze względu na słabnącą pozycję złotego ich dług wobec banku rośnie w zastraszającym tempie. Jeśli ktoś zaciągnął kredyt w szwajcarskiej walucie na 300 tys. zł, dziś - mimo że regularnie spłaca raty - jest winien bankowi 480 tys. zł.

Jeśli rynkowa wartość mieszkania spadnie i będzie mniejsza od kwoty zadłużenia, banki upomną się o dodatkowe zabezpieczenia. Jeśli ich nie będzie, mają prawo wypowiedzieć kredyt i wyznaczyć terminy na spłatę zadłużenia. Gdy po wyznaczonym okresie nie będzie wpłaty, skierują sprawę do sądu. Na podstawie bankowego tytułu egzekucyjnego sąd w ciągu kilku tygodni nadaje sprawie tzw. klauzulę wykonalności. Do akcji wkracza komornik, który ponownie wzywa do zapłaty. W przypadku kiedy jej nie otrzyma, nieruchomość zostanie zlicytowana. Gdy ceny mocno spadną, kwota ze sprzedaży może nie wystarczyć na pokrycie zadłużenia.

Szacuje się, że już 100 tys. osób z 700 tys., które wzięły kredyty we frankach szwajcarskich, znajduje się w szczególnie trudnej sytuacji. W 2008 r., kiedy pożyczali pieniądze na mieszkanie, kurs franka oscylował wokół 2 zł. Dziś kosztuje już 3,62 zł.

Zagrożone kredyty to ok. 2 proc. wszystkich udzielonych pożyczek, we frankach jest ich poniżej 1,5 proc., ale na początku 2009 r. takich kredytów było tylko 0,8 proc. Wskaźnik ten cały czas rośnie.

Niektórzy byliby dziś w nieco lepszej sytuacji, gdyby terminowo obniżano im raty kredytu, kiedy frank taniał. Przed sądem w Łodzi toczy się rozprawa, jaką wytoczyła grupa blisko 900 klientów, którzy w 2005 i 2006 r. zaciągnęli w BRE Banku kredyt hipoteczny we frankach. Ich zdaniem BRE ociągał się z obniżaniem rat. Osób pokrzywdzonych w ten sposób może być nawet 20 tys. Łódzki sąd zdecydował, że mają one dwa miesiące na zgłoszenie się w tej sprawie do miejskich rzeczników.

Artykuł ukazał się w aktualnym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"
Forum przegląda 60 użytkowników :: 8 zalogowanych i 52 gości
Zalogowani użytkownicy: Admin, Cassata, Fantomas, Gsob65, Jamal, Maciek, Ravenom, Tomasz
Administracja: Admin Moderacja: Agnes, Jamal, Talbot
Liczba postów: 25005 • Liczba wątków: 1937 • Liczba użytkowników: 1999 • Najnowszy użytkownik: Milutka198712