Witaj w serwisie nwo!

Serwis nwo powstał z myślą o ludziach poszukujących prawdy o otaczającym nas świecie.

Jeśli podobnie jak my masz już dość ciągłych kłamstw, interesujesz się poruszaną w naszym portalu tematyką, posiadasz informacje którymi chciałbyś się podzielić lub piszesz artykuły tematyczne - zarejestruj się! Rejestracja zajmie ci tylko chwilę dając dostęp do wielu dodatkowych możliwości.

Logowanie
Nie pamiętasz hasła?
Zarejestruj się!

Atak dronów

Był nim Atiyah Abd al-Rahman, Libijczyk uznawany za numer 2 w obecnej hierarchii organizacji. Jego śmierć w górach na północnym-wschodzie Pakistanu 22 sierpnia była kolejnym atakiem, w którym nie brali jednak udziału prawidziwi żołnierze. Wszystkim zajęły się bojowe drony.

Drony, czyli unmanned aerial vehicle (UAV) to bezzałogowe samoloty używane przede wszystkim w celach militarnych. Do niedawna były one kojarzone raczej z działaniami rozpoznawczymi i szpiegowskimi, z ich pomocy skorzystano między innymi przy rozpoznaniu terenu wokół domu, w którym miał przebywać Osama Bin Laden, zabity rzekomo przez Navy SEALS na początku maja.

 

O zastosowaniu bezzałogowych samolotów do celów wywiadowczych, można było przeczytać od lat. Szczególnie dużo mówiło się o użytkowanym w latach 1994-2011 General Atomics MQ-1 Predator. Początkowo "Predatory" wykorzystywano głównie do przeprowadzania akcji rozpoznawczych, jednak po interwencji USA w Afganistanie pojawił się pomysł by wykorzystać drona również do zadań bojowych. Aż do ich wycofania w marcu 2011 roku drony te brały udział w akcjach na terenie Afganistanu i Iraku, ale pojawiały się również podczas konfliktów bałkańskich, w Bośni i Kosowie.

 

Jego następcą stał się General Atomics MQ-9 Reaper. "Żniwiarz" jest pierwszym samolotem typu hunter-killer. Uzbrojony jest w bomby naprowadzające za pomocą laserów bądź GPS, a także 14 pocisków AGM-114 Hellfire.

 

Ciche przejście do działań ofensywnych

 

Pomimo, że z roku na rok ich aktywność wyraźnie rośnie, praktycznie do 2011 roku ciężko było znaleźć oficjalne doniesienia o zastosowaniu dronów bojowych. Według Biura Dziennikarstwa Śledczego (The Bureau of Investigative Journalism), które zajmuje się monitorowaniem działań dronów, obecnie można mówić o 295 atakach, w których łącznie zginęło około dwóch i pół tysiąca osób. Co ciekawe za kadencji laureata pokojowej nagrody Nobla, Baracka Obamy ataki za pośrednictwem tych urządzeń przeprowadzono dotychczas już 243 razy. Operują one głównie na obszarze Bliskiego Wschodu, a ich aktywność rozciąga się od Kenii i Somalii aż po państwa środkowoazjatyckie takie jak Kazachstan. Obszarem o największej koncentracji ataków z wykorzystaniem tych maszyn jest pozostający oficjalnie w sojuszu wojskowym z USA Pakistan.

 

Stosunek władz pakistańskich do dronów zmieniał się w przeciągu ostatniej dekady. Shamshad Ahmad były minister spraw zagranicznych i ambasador Pakistanu przy ONZ powiedził serwisowi IPS, że w latach 2004-2007 prezydent Pervez Musharraf zgodził się na ataki dronów chcąc w ten sposób wyrazić poparcie dla administracji George'a W. Busha w walce z siatką Al-Kaidy. Strona amerykańska miała nie tylko autonomię w doborze celów, ale także propagandowe wsparcie pakistańskich władz, które po każdorazowym ataku dronów rozpowszechniały informację, że eksplozje były spowodowane przez bomby domowej roboty.

 

Całej akcji nie udało się jednak utrzymać na dłuższą metę w tajemnicy, gdyż jak się okazało ataki dronów były nieprezycyjne i często zamiast przywódców Al-Kaidy ofiarami ataków padali przypadkowi cywile.

 

Jednym z najbardziej znanych incydentów miał miejsce pod koniec października 2006 roku, kiedy to zginęły 82 osoby, w tym w większości uczniowie medresy we wsi Chenagai. Po tym wydarzeniu Musharraf wydał rozkaz, aby odpowiedzialność za atak wzięła na siebie pakistańska armia. Co warte odnotowania, dzień wcześniej w okolicy zgromadziła się starszyzna okolicznych plemion by przedyskutować ewentualne warunki zawarcia pokoju. Nie trzeba oczywiście dodawać, że po ataku szanse na porozumienie przepadły.

 

W sumie w latach 2004-2007 w wyniku ataków dronów na świecie zginęło 168 osób, w tym 109 cywili, z których 82 było nieletnich. Od 2008 roku działania stały się o wiele intensywniejsze. Większość z ataków na terenie Pakistanu koncentrowała się na talibach, ale również wtedy wysoki odsetek ofiar stanowili cywile (1091 z 2134 łącznie zabitych w latach 2008-2011). Według Garetha Portera z IPSnews.net dopiero wydarzenia z początku 2011 roku wpłynęły na zmianę stanowiska pakistańskich władz. Wiosną bieżącego roku na siedem tygodni aresztowano agenta CIA Raymonda Davisa, zaledwie dzień po jego wypuszczeniu, dokonano ataku na trwające spotkanie członków starszyzny plemion w północnym Waziristanie. Po tym incydencie, który został zinterpretowany jako akcja odwetowa CIA, po raz pierwszy wysoko postawiony oficer armii Pakistanu oświadczył, że do ataku doszło przy użyciu dronów.

 

Chociaż Pakistan pozostaje krajem, w którym do ataków przy użyciu bezzałogowych samolotów dochodzi najczęściej, to jednak liczba operacji podczas których korzysta się z dronów stale rośnie. Dla przykładu od czasu rozpoczęcia operacji "Świt Odysei" w marcu 2011 roku tylko do końca czerwca w Libii doszło aż do 42 ataków.

 

Również w Somalii, w której od 1993 roku nie stacjonują żadne amerykańskie wojska, 23 czerwca doszło do ataku na dwóch przywódców Młodzieżowego Ruchu Mudżahedinów. Według słów anonimowego informatora, który wypowiedział się dla Washington Post, zabici Somalijczycy "planowali przeprowadzenie ataków w Europie".

 

Medialna zasłona na temat skutków ataków dronów bojowych zaczyna powoli opadać i w ostatnim roku pojawia się coraz więcej doniesień na temat ich działalności. Wiele kontrowersji budzi fakt, że maszyny te są nieprezycyjne i wielokrotnie w wyniku ich ataków ofiarami padały osoby postronne. Nie tylko z resztą miejscowi cywile ponoszą ryzyko, gdyż w kwietniu 2011 roku media poinformowały o śmierci dwóch amerykańskich żołnierzy, którzy zostali omyłkowo zabici przez drona w Afganistanie.

 

Zmieniająca się technologia

 

Początki badań nad bezzałogowymi maszynami bojowymi sterowanymi za pomocą fal radiowych sięgają okresu po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Na początku lat 30-tych pojawiły się pierwsi przodkowie wspomnianego na początku "Żniwiarza", brytyjski "DH.82B Queen Bee" i amerykański Curtiss "N2C-2". Bezzałogowe samoloty znalazły na niewielką skalę zastosowanie już w czasie II Wojny Światowej, kiedy to po raz pierwszy użyto niewielkiego "PQ-8", a także bezzałogowych wersji bombowców.

 

W okresie powojennym technologia była rozwijana po obu stronach Żelaznej Kurtyny, Anglosasi rozwijali wówczas między innymi drony z rodziny BTT (Basic Training Target), takie jak "MQM-36 Shelduck" i "MQM-57 Falconer", które wykorzystywane były jeszcze do lat 80-tych. W tym samym czasie po stronie sowieckiej również trwały badania nad samolotami bezzałogowymi, pierwszy model powstał w latach 50-tych i był nim Ławoczkin "La-17", którego testowe loty miały miejsce w 1953 roku.

 

Przez cały okres międzywojenny badania nad dronami miały charakter dwukierunkowy - pierwszym były projekty maszyn wielkości standardowych samolotów, drugim zaś niewielkich urządzeń, które trudniej było zestrzelić, były więc o wiele lepsze do działań o charakterze szpiegowskim. Najsłynniejsze współczesne "Predatory" i "Reapery" to drony o dość dużych rozmiarach wymaganych do przenoszenia uzbrojenia i kilkudziesięciu kamer. Równocześnie jednak trwają badania nad stworzeniem niewielkich rozmiarów urządzeń, które będzie można zastosować w celach militarnych.

 

Naukowcy pracują obecnie intensywnie nad dronami, które naśladując ptaki bądź owady będą w stanie skutecznie działać na polu walki. Obecnie Pentagon dysponuje ponad 7 tysiącami sztuk maszyn zbudowanych jeszcze w poprzedniej dekadzie. Planuje jednak przeznaczyć poważne środki finansowe potrzebne do opracowania technologii, która do 2030 roku umożliwiłaby stworzenie "much szpiegowskich", czyli robotów wywiadowczych bardzo niewielkich rozmiarów. Choć według oficjalnych doniesień projekt ten jest wciąż na początkowym etapie, to jednak różnego rodzaju "przecieki" wskazują na to, że w wielu przypadkach testowane są już prototypy, takie jak choćby ujawniony w lutym projekt drona-kolibra stworzonego przez kalifornijską firmę AeroVironment. O tym jak niewiele wiadomo o stopniu zaawansowania niektórych projektów, świadczyć mogą zdjęcia tajemniczego "ptaka", który spadł pod koniec sierpnia w Pakistanie. Przypominający ptaka dron nie przypomina żadnego z dotychczas znanych modeli tego typu urządzeń, ponieważ jednak był on wyposażony w kamerę i wykorzystywano go na terenie Pakistanu, można przypuszczać, że tego typu robot fazę testów miał już daleko za sobą i był wykorzystywany do regularnych działań.

 

Czy nowe rozwiązania technologiczne i udoskonalone drony, które będą w stanie przeprowadzić atak w dowolnym miejscu na świecie sprawią, że liczba ofiar po stronie cywili zmaleje? Według byłego oficera CIA, Philipa Giraldi jest to nie możliwe, gdyż jak stwierdził on w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji RT "broń jest zależna od działalności szpiegowskiej i to wywiad identyfikuje terrorystę, a w tym nie jest on najlepszy, podejrzewam więc, że nowoczesna technologia nie zrobi wielkiej różnicy".

 

Skutki zwiększenia obecności działania dronów podczas działań wojennych

Wszystko wskazuje na to, że roboty będą stanowić przyszłość wojskowości, jak zauważył niezależny analityk i publicysta, James Corbett "pojawia się pytanie czy Amerykańskie ataki dronów w Pakistanie i Jemenie nie są faktycznie zapowiedzią nowej ery w działaniach wojennych, ery w której wojskowa interwencja będzie miała miejsce po prostu dlatego, że może zostać przeprowadzona bez żadnego ryzyka dla atakującego".

 

W obliczu obiecanego przez Obamę wycofania 33 tysięcy żołnierzy amerykańskich z Afganistanu przez wrześniem 2012 roku, wykorzystanie zdalnie sterowanych urządzeń do prowadzenia dalszych działań wojennych zdaje się być logicznym kierunkiem. Od czasów wojny w Wietnamie, która zakończyła się między innymi w wyniku nacisków opinii publicznej, liczba ofiar po stronie amerykańskich żołnierzy jest istotnym czynnikiem wpływającym na poparcie dla prowadzonych działań wojennych. Redukcja tego czynnika dzięki zastosowaniu dronów bojowych może doprowadzić do znacznego spadku liczby ofiar po stronie amerykańskiej a tym samym znacznego obniżenia się nastrojów pacyfistycznych.

 

Drugim ważnym skutkiem powszechniejszego użycia dronów sprawia, że ludzie podejmować będą decyzje dotyczące życia i śmierci bez narażania własnego życia. Do tej pory silnie działał czynnik psychologiczny, gdzie żołnierz poprzez bezpośrednią obecność na polu walki pozostawał w bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem. Dla pilota drona ten bezpośredni kontakt znika, zaś same działania zaczynają przypominać grę komputerową gdzie postać wroga ma charakter wirtualny.

 

źródło: http://www.orwellsky.blogspot.com

W chwili gdy dzieje się coś ważnego i obserwator nie wie jeszcze, co się stało, ważną rolę odgrywa ten, kto jako pierwszy wyjaśni okoliczności i sprawi, że wyrobimy sobie na dany temat pogląd. Upowszechnioną informację bardzo trudno jest zmienić, dlatego też pierwsza oficjalna wersja wydarzeń staje się często tą obowiązującą. Działania, których celem jest wprowadzenie w błąd opinii publicznej i wywołanie wrażenia, że autorem tego działania jest ktoś zupełnie inny noszą nazwę operacji fałszywej flagi.




Mają one swoje korzenie w operacjach morskich, gdzie okręty pod fałszywą banderą zbliżały się do nieprzyjacielskiego statku, a następnie wykorzystując efekt zaskoczenia, przystępowały do ataku. Operacje fałszywej flagi stały się szczególnie popularne w XX wieku, a ich przykłady możemy znaleźć praktycznie wśród działań każdej z ówczesnych armii. Co warte podkreślenia, nikt nie wie ile tak naprawdę przeprowadzono operacji tego typu. Wiele z nich zostało bowiem ujawnionych zupełnie przypadkiem. Informacje o niektórych operacjach przedostały się do opinii publicznej dopiero po ujawnieniu odpowiednich dokumentów przez zaangażowanie tajnych służb lub w wyniku wnikliwego dziennikarskiego śledztwa.


Pod fałszywą banderą

Polskiemu czytelnikowi znany jest przykład tak zwanego „incydentu gliwickiego” z 31 sierpnia 1939 roku, kiedy to przebrani w polskie mundury niemieccy żołnierze dokonali ataku na gliwicką radiostację. Operacja ta stanowiła pretekst dla III Rzeszy do rozpoczęcia realizacji planu Fall Weiss i była początkiem II Wojny Światowej. Niewiele później w tym samym roku podobną taktykę zastosował Związek Sowiecki, którego wojsko dokonało ostrzału rosyjskiej wioski Mainila leżącej nieopodal granicy sowiecko-fińskiej. Wydarzenie to miało miejsce 26 listopada 1939 roku i było prowokacją, która miała uzasadnić sowiecki atak na Finlandię cztery dni później i rozpoczęcie „wojny zimowej”.

Analogiczną taktykę stosowali Japończycy, którzy zainicjowali tak zwany „incydent mukdeński” 18 września 1931 roku. Rozbudowująca swój potencjał Japonia planowała aneksję należącej do Chin Mandżurii. Aby uzyskać pretekst do zajęcia prowincji, Japończycy dokonali wysadzenia w powietrze odcinka kolei Południowo-Mandżurskiej. Kolej ta należała do Japonii, a winnym uczyniono stacjonujący nieopodal chiński garnizon. To jego żołnierzy oskarżono o przeprowadzenie wspomnianego sabotażu.

Inna słynna operacja przeprowadzona w tym okresie miała miejsce na terenie III Rzeszy. 27 lutego 1933 roku podpalono siedzibę niemieckiego parlamentu - Reichstagu. Chociaż do tej pory istnieje wiele teorii co do tego, kto był prawdziwym sprawcą, powszechnie przyjęło się uważać, że było to działanie członków partii nazistowskiej. Za taką wersją wydarzeń mogłoby świadczyć wydanie dekretu przez prezydenta Hindenburga już dzień później po podpaleniu, w którym to dekrecie istotnie ograniczono indywidualne prawa obywateli Republiki Weimarskiej.



Zimna wojna

W okresie powojennym również nie brakuje podobnych operacji. Część z nich miała na celu doprowadzenie do zmian politycznych, tak jak to miało miejsce w Iranie podczas operacji Ajax w 1953 roku. Wówczas to anglosaskie służby wywiadowcze (CIA i MI5) przeprowadziły klasyczną operację oczerniania ówczesnego premiera Mohameda Mosaddegha. Powodem rozpoczęcia działań wywiadowczych była rozpoczęta przez niego nacjonalizacja irańskich złóż naftowych i utworzenie Narodowej Irańskiej Spółki Naftowej (National Iranian Oil Company, NIOC). Brytyjczycy sprzeciwili się tej decyzji zaskarżając ustawę do Międzynarodowego Trybunału w Hadze, ale też wkrótce przystąpili do blokady irańskich portów. Brytyjczycy byli przekonani, że za polityką Mosaddegha stoją Sowieci, w związku z czym zwrócili się o pomoc do Amerykanów. Aby skompromitować premiera zorganizowano szereg ataków terrorystycznych na domy irańskich przywódców religijnych, a następnie w mediach oskarżono o nie ludzi związanych z Masaddeghem. Umiejętnie podsycana atmosfera doprowadziła ostatecznie do wybuchu zamieszek i ustąpienia premiera ze stanowiska, zaś Iran z monarchii konstytucyjnej stał się dyktaturą, w której silną ręką rządy sprawował monarcha – szach Mohammad-Reza Pahlavi.

Strategia podszywania się pod terrorystów okazała się na tyle skuteczna, że wkrótce po przejęciu władzy na Kubie przez Fidela Castro CIA opracowała plan operacji o kryptonimie Northwoods. Plan ten zakładał zorganizowanie szeregu akcji terrorystycznych, takich jak zatapianie łodzi z kubańskimi uciekinierami bądź zestrzeliwanie samolotów wojskowych i pasażerskich. Działania te miały się odbyć pod szyldem komunistycznej organizacji terrorystycznej, która miała być finansowana przez nowo utworzony rząd kubański. Plan ten nigdy nie został jednak zrealizowany ze względu na brak zgody ze strony prezydenta Johna F. Kennedy'ego.

W roku 1990 w kilku krajach zachodniej Europy wybuchł skandal, gdy ujawniono, że służby wywiadowcze NATO, udając komunistyczne bojówki, od 1959 roku na całym świecie dokonywały ataków terrorystycznych. Akcje te pod wspólnym kryptonimem Gladio miały na celu zdyskredytowanie lewicowych organizacji i ciągłe podsycanie atmosfery zagrożenia komunizmem wśród obywateli. Całą sprawę ujawnił 24 października 1990 roku ówczesny premier Włoch Giulio Andreotti, który wskazał szereg dokumentów dotyczących organizacji. Według nich do Gladio oprócz włoskich organizacji należały tez te ze Stanów Zjednoczonych, Francji, Belgii oraz Grecji, wskazywał też na jej powiązania z neofaszystami. W przypadku Włoch wielki skandal wybuchł szczególnie po tym, gdy dowiedziano się, że to właśnie ta organizacja, a nie Czerwone Brygady, stała między innymi za zamachami w Piazza Fontana w 1969 roku, gdzie zginęło 17 osób, a 88 zostało rannych. Dokumenty, a później również wyniki śledztwa prowadzonego przez specjalną komisję w 2000 roku wykazały, że „te masakry, te bomby, te akcje militarne były zorganizowane, inicjowane bądź wspierane przez ludzi wewnątrz włoskich instytucji państwowych i, jak odkryto niedawno, ludzi powiązanych ze strukturami amerykańskiego wywiadu”.


Libijski trop?

Tematem, o którym przypomniano sobie całkiem niedawno, był zamach w Lockerbie 21 grudnia 1988 roku, kiedy to w wyniku wybuchu bomby znajdującej się na pokładzie samolotu lotu 103 amerykańskich linii Pan Am zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załogi. Kolejne osoby zginęły w wyniku upadku wraku samolotu na szkockie miasteczko Lockerbie. W wyniku przeprowadzonego śledztwa, o zorganizowanie ataku oskarżono libijskie służby specjalne, co zaowocowało sankcjami nałożonymi na to państwo aż do ich zniesienia w 2003 roku. Stało się to dopiero po tym jak Muammar Kaddafi zgodził się wypłacić wysokie odszkodowania ofiarom zamachów, a także dopuścić zachodnie koncerny do eksploatacji tamtejszych złóż ropy naftowej. Wcześniej jednak sąd w dwóch instancjach orzekł o winie libijskiego rządu. Syn libijskiego przywódcy, Said al-Kaddafi powiedział w 2008 roku w wywiadzie dla programu BBC Two The Conspiracy Files: Lockerbie, że jego kraj wziął na siebie odpowiedzialność za ataki jedynie po to, by doprowadzić do zniesienia bolesnych sankcji. Co warto zaznaczyć, część rodzin ofiar zrezygnowała z odszkodowań, gdyż uważali oni, że władze libijskie są niewinne. Faktycznie Libia nigdy formalnie nie przyznała się do winy za zamachy w Lockerbie.

Kwestie związane ze śledztwem budzą wiele wątpliwości. Dziennikarze Paul Foot i John Ashton opublikowali w brytyjskim „The Guardian” listę alternatywnych wyjaśnień dotyczących zamachów. Inny dziennikarz, Gideon Levy kręcąc film dokumentalny Lockerbie Revisited przeprowadził szereg wywiadów z urzędnikami prowadzącymi śledztwo. Z wypowiedzi pracowników wynikało jednoznacznie, że przeprowadzono je niedbale bez uwzględnienia części istotnych dowodów.

Chociaż od czasu zamachów minęło prawie 23 lata temat wciąż budzi kontrowersje. O fakcie wydania przez Muammara Kaddafiego osobistych rozkazów poinformował Mustafa Mohamed Abud Al Jeleil, były libijski minister sprawiedliwości. Uczynił to niedawno, 22 lutego 2011 roku, a więc w momencie gdy w Libii wybuchły zamieszki, niedługo przed rozpoczęciem operacji „Odyssey Dawn”.

Muammar Kaddafi, który jeszcze w latach 80-tych był zatwardziałym przeciwnikiem USA i Zachodu jako takiego, nie raz wchodzący z USA w potyczki zbrojne, w wyniku oskarżeń o przeprowadzenie ataków bombowych na lot Pan Am 103 musiał radykalnie zmienić swoją strategię. Po przegranym procesie i wieloletnim embargo został „spacyfikowany”, ostatecznie też musiał otworzyć libijski rynek dla zachodnich koncernów. Kto w rzeczywistości odniósł korzyści? Nietrudno to zauważyć.


Przykręcanie śruby

Zastanawiające są realne skutki zamachów, które przeprowadzono w przeciągu ostatnich kilkunastu lat w USA i w Europie. Wszystkie one mają jeden wspólny mianownik, prowadziły do coraz silniejszej kontroli państwa nad obywatelami. Może dla polskiego czytelnika podobne działania wydawać się będą nieszczególnie poważnymi, ale w krajach Zachodu zmiany te oznaczały poważne ograniczenie wolności.

Pierwszym wydarzeniem, które stało się brzemienne w skutkach, szczególnie dla funkcjonujących do tej pory bez żadnych problemów amerykańskich organizacji paramilitarnych, był zamach dokonany na budynki federalne w Oklahoma City w 1995 roku. Według oficjalnej wersji ataku głównym sprawcą był niejaki Timothy McVeigh, były żołnierz, weteran wojny w Zatoce Perskiej. Miał on wjechać wypełnioną azotanem (V) amonu i ropą naftową ciężarówką prosto w budynek, doprowadzając do zawalenia się sporej jego części oraz śmierci wielu znajdujących się w nim osób. Według krytyków oficjalnej wersji wydarzeń ilość ładunków jakiej użył zamachowiec, nie była w stanie dokonać takich zniszczeń. Co więcej, w sieci są dostępne nagrania wideo, w których zobaczyć można moment wybuchu, zanim ciężarówka wjechała w budynek. McVeigh został skazany na karę śmierci, a egzekucję wykonano 11 czerwca 2001 roku, równo na 3 miesiące przez kolejnymi atakami, które jak się okazało, stały się najsłynniejszymi zamachami w historii.

Oczywiście mam na myśli ataki terrorystyczne z 11 września 2001 kiedy to porwane przez terrorystów samoloty uderzyły w dwie wieże World Trade Center oraz poważnie zniszczyły Pentagon. Wkrótce po zamachach orzeczono, że stoi za nimi Al-Kaida, międzynarodowa siatka muzułmańskich radykałów dowodzona przez byłego (?) agenta CIA Osamę Bin Ladena. Warto podkreślić, że komisja prowadząca śledztwo w sprawie 11 września spotkała się z szeroką krytyką ze strony różnych środowisk. Wskazywano na powiązania członków komisji z administracją Busha oraz na jej kontakty z prezydentem i Kongresem, co miało wpływać na jej niezależność. Nie jest to jedyna kontrowersja związana z zamachami. Krytycy oficjalnej wersji wydarzeń wskazują na powiązania zamachowców nie tylko z CIA, ale też służbami Izraela, do tego wiele wątpliwości budzi sposób zawalenia się obu budynków WTC oraz WTC7.

Zamachy z 11 września stały się bezpośrednią przyczyną uchwalenia Patriot Act, dokumentu, który miał początkowo funkcjonować przez zaledwie kilka lat, niedawno jednak w ostatniej chwili jego działanie zostało przedłużone przez prezydenta Baracka Obamę. W wyniku uchwalenia Patriot Act amerykańskie służby uzyskały szereg istotnych uprawnień, wśród których była możliwość podsłuchiwania i kontroli poczty amerykańskich obywateli bez ich zgody, a także możliwość aresztowania i uwięzienia bez prawomocnego wyroku sądowego osób nie będących obywatelami USA. To poważne naruszenie swobód nie tylko w Ameryce, ale też poza jej granicami, jak również uzyskanie legitymacji ONZ na rozpoczęcie "interwencji" w Afganistanie sprawiają, że ataki z 11 września przyniosły szereg wymiernych korzyści amerykańskiemu syndykatowi zbrojeniowemu powiązanemu z rodziną Bushów.

Przytoczone zdarzenia to wierzchołek góry lodowej, obszernego tematu jakim są operacje fałszywej flagi. Tylko niewielka ich część została ujawniona, a informacje o nich przedostały się do wiadomości opinii publicznej. Na ujawnienie pozostałych przyjdzie nam czekać jeszcze przez wiele długich lat, o ile w ogóle kiedykolwiek poznamy skrzętnie ukrywaną przez służby wywiadowcze prawdę. Wszak na przyznanie się Rosjan do mordu w Katyniu czekaliśmy ponad pół wieku.
Generuj PDF Drukuj Ukryj menu Komentarze
Gościu 2011-10-25 02:07:09
Http://www.wired.com/dangerroom/2011/08/weird-birdlike-mystery-drone-crashes-in-pakistan/%20 a tutaj jak sobie lata http://www.youtube.com/watch?v=Fg_JcKSHUtQ&feature=player_detailpage#t=108s
Dodaj swoją opinię
Znasz ciekawe linki, filmy, artykuły nawiązujące do tematu? Zamieść je w komentarzach!

Czy na pewno chcesz zgłosić ten komentarz do moderacji?
Zgłoś do moderacji Anuluj
Powód zgłoszenia:
Zgłoś do moderacji
Twoje zgłoszenie zostało wysłane!